o legalizacji

https://niezalezna.pl/polityka/europejskie-standardy-tsue-i-polscy-sedziowie-aktywisci-to-wstep-do-legalizacji-teczowych-absurdow/566293

Jak to widzę: jeśli ludziom spod znaku LGBT zależy na rejestracji swoich związków - ja bym się zgodził. Jestem człowiekiem życzliwym i zasadniczo tolerancyjnym. Nie wtrrącam się w życie płciowe innych ludzo. Nie przywiązuję większej wagi do ślubów cywilnych, rozumiem potrzebę uporządkowania obyczajowego pewnych stosunków międzyludzkich.

*

To że dwaj geje czy dwie lesbijki się pobiorą w niczym mi nie szkodzi, nie przeszkadza, w mojej ocenie nie zagraża też instytucji małżeństwa sakramentalnego. Pobierający się i tak nie stanowią części mojego kościoła. Jak sobie znajdą inny kościół albo ząłożą własną sektę - nadal nie widzę problemu. Bóg ich osądzi. Może pójdą do piekła, może zostaną usprawiedliwieni - kompletnie nie moja sprawa - choć zasadniczo jako zwolenik powszechnego zbawienia powinienem ich ostrzedz. Ale chyba nie muszę - bo stanowisko kościoła jet powszechnie znane...  Ergo; żyj i pozwól żyć innym. Tej zasady się trzymam i tę zasadę rekomenduję nam wszystkim. 

*

Problem widzę gdzie indziej. Aktywiści tych środowisk stosują zasadę podobną do muzułmańskiego takija. Kłamią regularnie i w żywe oczy - dla zwycięstwa idei. W mojej ocenie: Takie "śluby" to nie jest żaden cel - to jest etap. A dokładniej cytując lenina - mądrość etapu. Pierwszy krok. Możemy popatrzeć na zachód który jest kilka kroków dalej  i wyciągnąc wnioski. Kolejnym krokiem w Polsce będzie adopcja dzieci przez takie zarejestrowane pary. Zapewne jeszcze następnym - zamykanie ośrodków adopcyjnych które odmówią współpracy i wywalanie z pracy zasłuzonych pedagogów którzy ośmielą się wyrazić wątpliwośćoi. (są liczne precedensy na zachodzie).

*

Jaki jest cel ostateczny? to wie chyba trylko wierchuszka organizacji - moim zdaniem depenalizacja, a potem pełna legaizacja pedofili i efebofilii. 

Przesadzam? Mam szczerą nadzieję że przesadzam. Ale mam zbyt wiele wątpliwości. Dlatego mimo całej swojej życzliwości - jestem przeciw. 

*

Powtórzę i podkreślę. 

Nie jest ważne kto z kim sypia - byle się wszyscy dobrze wyspali. 

Uważam jedynie że musi istnieć nieprzekraczajna granica radosnej samorealizacji - jest nią krzywda drugiego człowieka. 

To takie proste - ale dla tęczowych co i rusz okazuje się zbyt trudne. I nie tylko dla nich... 

*

Powinniśmy patrzeć na człowieka. Jesteśmy różni. 

Narodowści, religie, kolor skóry, poglądy, ubiór... To wszystko jakoś nas dzieli. 

Zazwyczaj umiemy powiedzieć sobie: ten koleś jest trochę inny, dziwny, odmienny - ale zasadniczo jeste w porządku i nie ma powodów by się go czepiać. 

Kłopot zaczyna się w chwili gdy ta odmienność wykracza poza pewne ramy, łamie zasady, stwarza zagrożenia 

 

wojna bez zasad?

https://opoka.org.pl/News/Polska/2026/wojna-bez-zasad-frontem-staly-sie-domy-i-szkoly-a-ogromna

/..../„To, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, wymyka się definicji klasycznej wojny. To systemowe łamanie zasad międzynarodowego prawa humanitarnego. Nie ma jasno wyznaczonych frontów. Frontem stały się domy i szkoły, a ogromna większość ofiar to cywile” /.../

Autorzy tej wypowiediz mylą się. To nie jest wojna "bez zasad". to wojna na zasadach islamu. Wojna totoalna. Identyczne toczą się od czasów proroka. (można odczytać w Koranie i hadisach). Znamy to wszystko z dzikich pól, z Kresów, z Lubelszczyzny, z Ziemi Sanockiej, z Węgier, Z Bułgarii. Zrywanie przyrzeczeń i taktatów. Bezwzględne atakowanie pragnących zachować neutralność. Odwet na cywilach przeciwnika. Mordowanie konbiet i dzieci. Grabież, ale także bezsensowne niszczenie cudzego dorobku. 

Państwa muzułmańskie podpisały wiele dokumentów międzynarowoych - ale wiele razy przekonaliśmy się że zawarte w nich idee są obce tak rzadom jak i zwykłym obywatelom.  

Pomagać czy nie? To bardzo dobre pytanie. Odruch nakazuje pomóc. Rozsądek stawia pytania. Być może ci do których wyciągniemy pomocną dłoń  spojrzą na nas inaczej, zrewidują swoje podejście do pogardzanych "niewiernych". A być może uznają nas za narzędzie którym Allah zesłał im pomoc. Albo za frajerów...

*

Liczne przykłady zachowań ludzi którzy uciekali przed wojną i dostali azyl w europie nakazują ostrożność. Z drugiej storny - chęc pomocy słabszemu wpisana jest w DNA naszej kultury.

*

Tu nie ma prostych odpowiedzi. 

 

Myśl teologiczna

Gryzie mnie pewna myśl. 

Czy śmierć to defitywne zamknięcie naszego "konta" i z tą chwilą księgowi z nieba i z piekła podliczają sumy dobrych uczynków a potem decydują do kogo należy dusza?  

A może nie? Część ludzi umiera i tyle. Zostawiają skromny spadek swoim krewnym. Dwadzieścia lat po śmierci nikt już o nich nie pamięta. 

Ale część odchodzących zostawia po sobie wyraźniejszy ślad. Zostawiają dzieła, budynki, fundacje, utwory, idee które przez kolejne lata, dekady, czasem przez pokolenia wpływają na ludzi i przez to rodzą dobro lub zło. Niekiedy zostawiamy po sobie uczniów, wychowanków, akolitów - którzy kontrynuują naszą drogę. 

*

Czy to zło i dobro rodzące się na ziemi już po naszym odejściu, ale bedące bezpośrednim skutkiem podjętych przez nas działań,  wlicza się do rachunku z naszego życia?  

 

wielcy odchodzą

Zmarł Chuck Norris.

Szkoda chłopa... Może nie był to aktor pierwszej ligi oskarowej, ale w przeciwieństwie do tych utytyłowanmych dostarczał nam wiele radości a regularnie spuszczając łomot ekranowym złodupcom - trochę pokazywał nam drogę. 

W tym samym dniu 121 lat temu zmarł Jules Verne. On także pokazywał nam drogę i także czynił to poprzez kreowanych bohaterów. 

Różne czasy, różni twórcy, różne media - ale ich przesłanie odczytuję podobne. Iść twardo i nie dać się łajdakom. 

*

Są różne źródła wewnętrznej siły człowieka. Mało kto ma to wrodzone. 

Jeden czerpie wzorce analizując życie i czyny swoich przodków, drugi oglądając telewizję, trzeci czytając książki. 

*

Tworzymy siebie szukając wzorów...

Uczymy się od postaci realnych i fikcyjnych.

Oni nam pomagali. 

 

Image

© 2024 Andrzej Pilipiuk | Wszystkie prawa zastrzezone| Realizacja: AS DIGITAL