o nienawiści

https://niezalezna.pl/media/pro-rzadowe-media-rozpoczely-atak-na-nawrockiego-manipulacje-niektorych-z-nich-szokuja/531744

Mom zdaniem to kandydatura bez szans i bez sensu. 

Ale dla tuskoidów najwyraźniej stanowi zagrożenie - skoro zdecydowano się od razu walnąć z grubej rury przy użyciu ordynarnego kłamstwa...  

W normalnym kraju dziennikarze którzy dopuścili się takiego czynu poszliby siedzieć na długie lata, a redakcje buliłby rujnujące odszkodowania... 

*

Ale nie u nas...

gdzie byli?

https://niezalezna.pl/polityka/tego-nie-da-sie-skomentowac-normalnymi-slowami-posel-sachajko-mowi-o-okradaniu-w-majestacie-prawa/531724

Eko-czuby w amoku, a patowładza zamiast odesłać ich do psychiatry nadaje wagę ich postulatom... 

Niedługo ludzie będą się bali trzymać jakiekolwiek zwierzęta - z psami i kotami włącznie...

*

A ja zapytam - gdzie była ta wszelaka eko-swołocz gdy poprzedni rząd tuska ponownie legalizował ubój krów przez wykrwawianie? 

Dlaczego milczeli? 

za strachu? By nie stracić sponsorów? 

Hipokryci. 

wykastrowane pokolenia

https://opoka.org.pl/News/Swiat/2024/papiez-ludobojstwo-kulturow-odbiera-dzieciom-przyszlosc

Ludobójstwo kulturowe dokonuje się, gdy okradamy dzieci z ich przyszłości, gdy nie oferujemy im warunków, aby stały się tym, kim mogłyby być – mówił papież Franciszek do uczestników sesji plenarnej Dykasterii Kultury i Edukacji.

 

Jestem z pokolenia na którym dokonano może nie ludobójstwa ale kastracji... Urodziliśmy się w PRL-u. Nasz dostęp do kultury zachodnioeuropejskiej był najwyżej na ćwierć gwizdka. Nie mieliśmy większych szans pojechać na zachód, by zobaczyć skarby sztuki Włoch, czy choćby niemiec. Wyjazdy na wschód też były drastycznie ograniczone. O zbiorach największych światowych  muzeów tylko czytaliśmy, a wiele słynnych obrazów i zabytków sztuki poznawaliśmy z czarno-białych reprodukcji. 

*

Za nami lata wlenia głową w mur... Lata łapania każdego dostępnego okrucha...  Lata umierania kolejnych pasji - karlejących z braku możliwości ich rozwijania...

*

Bardzo wielu książek naukowych, podróżniczych czy beletrystyki - nie tłumaczono na nasz język. W telewizji był jeden program - filmów popularno naukowych było w nim jak na lekarstwo. (choć wedle mojej oceny programy dla dzieci stały na dość przyzwoitym poziomie). Reportaże podróżnicze Elżbiety Dzikowskiej i Tonyego Halika nadawano o dziwacznych porach - późnym wieczorem... 

*

Nasza edukacja także była mocno kaleka. Angielski miałem tylko w 7 klasie szkoły postawowej a i to dzięki temu że dyrekcja się postarała i załatwiła. Czytałem dużo - wręcz nałogowo - próbowałem rozwijać pasje... Nadrabiać, nadganiać... Przyszedł rok 1989-ty. Pożegnałem podstawówkę, kraj pożegnał siermiężną noc realnego socjalizmu... Byłem z rocznika który miał nieco większe szanse nauki w liceum niż poprzednie  - kanalizowane głównie przez zawodówki...  (Zwiększono nabory). W liceum angielskiego nie miałem bo nasz "ynteligentny inaczej" dyrektor uważał że klasie humanistycznej angielski potrzebny nie jest. A na kursy czy korepetycje nie bardzo było nas stać. Wyjazdy za granicą były już możliwe - ale przy przeciętnych zarobkach rzędu 120-150 dolarów nadal mało dostępne...

*

Uważam się za człowieka umiarkowanego sukcesu. Napisałem 70 książek, założyłem i utrzymuję rodzinę, kupiłem mieszkanie, spłaciłem kredyt, nawet auto mamy. Co jakiś czas dochodzę do ściany. Co jakiś czas bolesną czkawką odzywa się to wszystko czego nie zdołałem zrobić, zdobyć, osiągnąć. Kariera literacka? Jakoś to ogarnąłem. Ale budowałem tę swoją przyszłóść w złości, szarpiąc się, miotając, na przekór losowi, nie dając się wdeptać w błoto. Nie odpuszczając. 

Ile dałbym radę stworzyć gdybym budował na spokojnie - bez tak dzikiej harówki, bez strachu, gdybym działał opierając się na szerszych zasobach wiedzy, w lepszym i zasobniejszym kraju, mając oparcie w jakimś tam majątku zgomadzonym przez rodznię, (lub choćby mogąc dorobić w rodzinnej firmie) Ergo: wolny od trosk materialnych bezlitośnie niweczących wszystkie młodzieńcze plany.

*

Kim mógłbym zostać gdyby nie pogrzebane plany mojego Dziadka, gdyby nie katastrofa okupacji hitlerowskiej, a potem lata socjalistycznej biedy? Kim mógłby zostać mój Ojciec gdyby świat dał Mu trochę większe szanse? Czy w tym innym świecie byłbym dziś pisarzem czy może egiptologiem albo archeologiem od Ameryki Południowej? Pisanie wybrałem jako jedyny dostępny mi środek dający nikłą szansę zapewnienia sobie niezleżności materialnej. Udało się jakoś tam - ale nie to planowałem.

*

Ludzie podziwiają ile napisałem. A ja? 

Mam wrażenie że zrobiłem to, co dało się zrobić w tych warunkach.

Tylko tyle. Aż tyle...

Konfederacja na manowcach

Obserwująć scenę polityczną przyglądam się Konfederacji. Wieeeeele ich tez aprobuję. Podoba mi się większość wystąpień ich przedstawicieli.

Zarazem patrzę na tę organizację bardzo podejrzliwie. 

Po pierwsze: poświęcają masę czasu na atakowanie PiS-u - zapewne chcą w ten sposób przejąć część elektoratu różnych "trzecich dróg" - zarazem w razie szansy powrotu PiS do władzy tracą zdolność koalicyjną. W razie zaś mocnej wygranej KO/PO - wzmocnieni mogę wskoczyć na miejsce hołowni jako przystawka tuska. Nie wykluczam że są już kupieni by odegrać tę rolę. W tym rozdaniu tusk nie musiał dekonspirować zasobu. Jeśli ich posłowie okażą się niezbędni taka koalicja może powstać.  

*

Kompletnie nie trafia do mnie ich bełkot odnośnie pandemii covidu. Mam w rodzinie lekarzy. Miałem wśród znajomych kilka osób które zmarły na tę francę i kilka osób które przechorowały bardzo ciężko. Jeśli konfiarze nie mieli - gratuluję i zazdroszczę. Na przykładzie własnym widzę jak stosunkowo łagodne przechorowanie odbiło się na moim zdrowiu.  

*

Nie podoba mi się też ich agresywna "publicystyka" antyukraińska - nie dość że powtarzająca wiele z propagandy putinowskiej, to oparta na cholernie prymitywnych wzorcach - obliczona na rozhuśtanie nastrojów społecznych oraz przyciągnięcie kompletnego motłochu... To nie problem szczuć i judzić. Ale gdy zacznie narastać atmosfera przedpogromowa - nie będzie łatwo tego wygasić... Dziwnie mało energii konfederaci poświęcają realnym problemom i zagrożeniom jakie stwarzają już mieszkający w Polsce islamiści. 

*

Moje tezy: 

Wrogiem putina (śmiertelnym wrogiem) jesteśmy od chwili lotu Lecha Kaczyńskiego do Tbilisi - albo i wcześniej - bo Gruzja stawiła ostry opór m.i.n dzięki doposażeniu ich armii w zestawy "Piorun" - jeszcze przed rosyjską inwazją. W tej wojnie już bierzemy udział. Na razie na szczęście na ćwierć gwizdka. 

Jeśli zajdzie konieczność musimy wysłać nasze wojska na Ukrainę* - nawet bez poparcia NATO. Dlaczego?

Bucza pokazała do czego zdolna jest putinowska swołocz. Wojnę z Rsoją musimy stoczyć możliwie daleko od naszego terytoroium. 

Spadną rakiety - zginą cywile - no cóż. Nasi polegną na dalekich stepach - żal, ale takie są koszta. Nie koszta wojny. Koszta przetrwania reszty narodu. Nie możemy dopuścić do tego by mordercy spod znaku dwugłowego orła pojawili się na naszym terenie. 

*

Deklaracje że "nie damy się wciągnąć w wojnę" i "nie wyślemy wojsk na Ukrainę" to:

-po pierwsze śmierdzące tchórzostwo. Nie tego uczyli nas nasi dziadkowie.

-po drugie - sygnał dla putina - "morduj dalej - my nie przeszkadzamy". 

-po trzecie - niezrozumienie (lub udawane niezrozumienie), całego układu sił. 

*

Ludziska kochane to przecież banalne i oczywiste: 

Lepiej by nasi spróbowali wspólnie z Ukraińcami zatrzymać Putina na linii Dniestru czy Zbrucza,

niż by obrona miała nastapić dopiero na linii Bugu lub na tuskowej linii Wisły. 

 

 

_____________________________________________________________________________________

*jeśli będę musiał jechać nie planuję się uchylać. 

Image

© 2024 Andrzej Pilipiuk | Wszystkie prawa zastrzezone| Realizacja: AS DIGITAL