Przez ostatnie 20 lat wiele razy zauważyłem że tusk jest w stanie zrobić i powiedzieć absolutnie wszystko, a zmiana poglądów o 90 czy 180 stopni to dla niego inc szczególnie trudnego. Podobnie mówienie jednego a robienie czegoś dokładnie odwrotnego przytafia mu się regularnie. Po prostu - ten typek tak ma. Żadne wolty w jego zachowaniu kompletnie mnie nie dziwą. Podobnie jak nie dziwią mnie jego bandziorskie zagrania.
*
Dziwię się jego elektoratowi.
Rozumiem że można nie lubić PiSu. Ale przecież są lepsze opcje niż tusk i jego banda...

jak "walczą" lewacy wszelakiej maści? "tradycyjną" bronią tych środowisk jest kłamstwo, plotka, obmowa, szczucie, plucie i judzenie...
Wedle szkoły lenina & goebelsa - rzucać błotem aż się przylepi... A najfajniej wyczekać chwili napluć pisarzowi w twarz w dniu jego urodzin.
taka to kóltóra na lewicy...
*
No to jedziemy...
************************************************************************************************************************************************************
Jest też zatwardziałym pisowcem,
Wystarczy przejrzeć kilka wpisów z tego bloga - wiele razy pisałem co PiS zawalił, co zaniedbał, kilka razy tłumaczyłem że PiS przegra wybory i faktycznie przegrał.
Wiele razy deklarowałem że nie jestem zwolennikiem PiSu a jedynie sojusznikiem i to nie we wszystkich kwestiach...
Tylko po co koleś miał czytać cokolwiek - skoro i tak określenia "pisowiec" używa jako rytualnej obelgi?
faszystą
To już teoretycznie materiał na pozew o zniesławienie...
Jedyna krytyka faszyzmu włoskiego w polskiej fantastyce o jakiej słyszałem to moje opowiadania "Duchy Poweglii" i "Jesienny sztorm" - w których pokazuję państwo faszystowskie od strony jego opresyjności, do tego wkładając w usta bohaterów obszerną połajankę dla tego ustroju...
no chyba że autorowi wpisu tradycyjnie myli się faszyzm z nazizmem - w takim przypadku alibi mam znaaaaaacznie lepsze - bo po hitlerowcach jadę ostro od wielu lat. "wielbłądzie masło", "wilcze leże", "Zły las", "Zło ze wschodu", "my bohaterowie" etc etc.
i miłośnikiem carskiej Rosji.
i znów zarzut z duuupy - byle opluskwić. "Norweski dziennik" - bohaterowi ciut czasu zajęło by się zorientować jak bardzo "biali" emigranci robią go w balona ale się ogarnął, czego dowodem jest nawet tytuł III tomu "Obce ścieżki". Carskim dowalam jeszcze mocnej w innych książkach. "Opracja dzień wskrzeszenia" - główny carski złodupiec nawet wpycha bohaterowi własną córkę do łóżka byle osiagnąc cel, "Sowie zwierciadło" - jesień roku 1864, najpierw carscy popełniają zbrodnię, a potem bohaterowie sieką carskich jak sałatkę... Doktor Skórzewski jest przez kilka dekad na tropie penicyliny ale nie ma szans przebić się przez carską biurokrację...
Jeśli takie rzeczy o caracie piszą "miłośnicy" to wrogowie ruskim są już zbędni ;)
fascynuje się Konfederacją,
nawet na tym blogu piszę wprost: podejrzewam konfederację że jest agenturą ostatniej szansy dla tuska. Co więcej - Konfederacja konsekwentnie buduje swoj elektorat na nienawiści do Ukraińców. Jestem z pochodzenia - czego nigdy nie ukrywałem - Ukraińcem/Chołmiakiem, co więcej zaangażowałem się finansowo w pomoc uchodźcom tej narodowości. Choćby z tego powodu jest mi z Konfą bardzo ostro nie po drodze. Poza tym zarzut z dupy - nie wolno mieć sympatii politycznych?
bo "chce pogonić kogo trzeba".
Czyli Ukraińców? ;) hłe hłe hłe...
Poza tym jego pisarstwo to fatalna grafomania i zupełny brak umiejętności domykania wątków. Gorzej od niego piszą tylko Komuda i Piekara.
O rany na koniec jednak dał jakieś komplementy ;)
*********************************************************************************************************************************************************************************
Przytoczony wpis to zestaw typowych kretynizmów które od lat rozpowszechniane są pod moim zdresem. Podobne i znacznie gorsze wpisy widuję w odmętach netu dość regularnie. Robiono już ze mnie mizogina, homofoba, rasistę, nacjonalistę i antysemitę. Moich 50 napisanych i opublikowanych książek oraz prowadzony od lat blog świadczą o czymś diametralnie innym? Przecież prawicowca "programowo się nie czyta".
Teraz pytanie: co dalej? Zasadniczo uważam że głupota sama w sobie jest karą. Ludzie dyszący nienawiścią sami sobie zaszkodzą. Problem w tym że zmasowana akcja propagandowa - przynosi już efekty.
Jeżdżę na konwenty od niemal 30 lat. Byłem na ponad 200 imprezach. Od 25 publikuję regularnie książki należące do naszego kręgu kulturowego. Wspomniane 50 tomów to więcej niż napisał ktokolwiek inny. Czy bez mojej prozy Fabryka Słów przetrwała by najgorsze lata czy spotkałby ją los 3 innych wydawnictw startujących w tamtym okresie? W postnowoczesnym świecie zasługi przestają mieć znaczenie.
Widzę coraz wyraźniej że w fandomie nastąpiła zmiana pokoleniowa i silna erozja etosu naszego ruchu. Dawne czasy gdy znałem osobiście zdecydowaną większość kolegów i koleżanek po piórze, oraz zdecydowaną większość organizatów konwentów - to już przeszłość. Czasy gdy duża imreza to był spęd na 300 uczestników i nieomal każdy znał każdego - to też już przeszłóść. Masowość ruchu cieszy - ale nie da się nie zauważyć że coraz więcej jest niestety szlamu... Atmosfera wzajemnej życzliwości, kultury, inkluzywności - zamiera. Pojawili się w zarządach nowi ludzie, są pieniądze na imprezy z różnych dziwnych żródeł, są naciski ze strony sponsorów, widać próby zagospodarowania ruchu przez ideologie i politykę.
Wiem o co najmniej 5 klubach w Polsce które uważają że na ich imprezach nie ma już dla mnie miejsca. I w znaczej części jest to efekt intesywnych działań rozmaitych anonimowych opluskwiaczy.
Smutne.
Zjeździłem Skandynawię wzdłuż i wszerz. Byłem tam 7 razy na przestrzeni 18 lat. Przemieszczałem się pociągiem, autobusami, pieszo, autem, a nawet drogą wodną. Spałem pod namiotem w głuszy, na kempingach, w przywatnych domach i w hotelach. Dostrzegłem pewne problemy. Zdiagnozowałem ich źródła. Napisałem "Raport z północy". Książka wywołała erupcję nienawiści i oskarżeń (oraz szyderstw). Książka burzyła pewne stereotypy, ukazywała krzywdy i zło. Wstawiała się za ofiarami. Ale lewakom wydała się grożna z dwu powodów: Po pierwsze napisał ją nie przypadkowy pan Ziutek tylko ktoś znany - ktoś kogo głos rozszedł się szerzej. I ktoś kto mógł się pochwalić konkretną liczbą wypraw za Bałtyk. Ergo: moja relacja była nie tylko prawdziwa. Dla czytelników była też wiarygodna. Co więcej - nie minęło 10 lat, świadomość tych problemów staje się powszechna i mówią o tym media głównego nurtu.
*
W Polsce z reguły najwięcej narzekają ludzie którzy niczego nie osiągnęli. Ludzie którym nie chciało się uczyć albo pracować (czasem też ludzie których los kopnął tak mocno że upadli nie wstali - ale to znikoma mniejszość). Większość przysłowiowych panów Ziutków spod budki z piwem marudzi w stylu; "żeby nie ten ustrój/kapitalizm/władze/szef etc. to dopiero bym rozwinął skrzydła, zarobił, udowodnił na co mnie stać, jeszcze jednego browara pan podaj".
Przyszedłem znikąd - debiutowałem w czasach gdy nikt nie wierzył że kiedykolwiek da się w Polsce żyć z fantastyki. Udowodniłem że się da. Parę razy wyciągnięto do mnie życzliwą dłoń, (więcej razy razy nie wyciągnięto gdy prosiłem i rozpaczliwie potrzebowałem) ale większą część sukcesu wypracowałem sam. W kraju gdzie ludzie głównie jojczą, zakasałem rekawy, harowałem jak wół, napisałem i wydałem 50 książek. (i ponad 20 spoza fantastyki). Gdy ja narzekam, gdy zwracam uwagę na jakieś zjawiska, albo co gorsza coś piętnuję - budzę większą złość. Pan Ziutek jest nikim, a jego wiarygodność - zerowa. Moje słowa bardziej drażnią i niepokoją - bo mówi je ktoś kto jednak coś osiągnął i coś udowodnił...
*
Dlatego będę niszczony hejterskimi "recenzjami", opluskwiany, obgadywany, obmawiany...
https://wpolityce.pl/polityka/724557-tylko-u-nas-blaszczak-mialem-obowiazek-odtajnic-plany
Od kiedy osiągnięto taki rozwój artylerii, by można było skutecznie razić cele ukryte za linią horyzontu, zazwyczaj nie ustawia się wojsk na samej granicy - bo jednostki są wtedy narażone na mniej i bardziej skuteczny niespodziewany ostrzał.
*
Analizując na zimno: "plan tuska" (de facto opracowały go koła wojskowe a on aprobował) zakładał że wycofa się wojsko na bezpieczną odległość by pierwsze uderzenie nie zagroziło żonierzom. Jako że artyleria i rakiety skutecznie trafiają coraz dalej, pomysł cofnięcia się aż za Wisłę jest racjonalny. Rakiety też tam oczywiście dolecą - ale mniej. I jest więcej możliwości by je zestrzelić.
*
Tusk i jego banda, oraz sekundująca jej generalicja wywodząca się od trepów jaruzela nie pojmują sprawy podstawowej.
Dla LWP armia była wartością samą w sobie. Wojsko było odrębną (w domysle - lepszą) kastą ludzi. Wojsko to powstało wprawdzie dla pokonania III Rzeszty, ale po 1945 roku jego cele były inne: wojsko ludowe miało po pierwsze trzymać za mordę naród, po drugie zanieść bolszewizm na zachód. Owszem wojsko pomagało w akcji żniwnej, odśnieżało, budowało mosty i na rózne sposoby było użyteczne. Do wojska naród miał wiele sympatii (którą mocno wygasił dopiero stan wojenny). Ergo: wojsko w PRL-u było rodzajem okupanta wewnętrznego, kolejnym zbrojnym ramieniem PZPR. W moim pokoleniu nienawiść i pogarda dla "trepów" były już czymś oczywistym. Dopiero po niesieniu poboru, po misjach w Iraku i Afganistanie nasze postrzeganie armii uległo poprawie - aż do normalności.
*
Tusk wychowany za komuny postrzega armią jako zasób ważniejszy od pogardzanego "plebsu". Stąd pomysły rodem z poprzedniej epoki. Tymczasem w normalnym kraju sensem istnienia armii jest w pierwszej kolejności obrona obywateli, ich dorobku i terytorium kraju. Obrona cywilów którzy na tę armię łożą, a w razie konieczności dostarczają żywnośc rekruta i tzw. moralnego wsparcia. Żołnierz nie jest dziś nadczłowiekiem tylko członkiem społeczności oddelegowanym do wykonywania pewnej służby - potencjalnie bardzo trudnej i śmiertelnie niebezpiecznej.
Moje konktaty z zawodowymi żołnierzami wskazują że tak właśnie postrzegają oni rzeczywistość. W kategoriach: służby ludziom, służby krajowi i narodowi. Patrząc jeszcze szerzej. W obecnej sytuacji rośnie ryzyko że wojsko będzie musiało brać udział w realnych działaniach wojennych. Ten kto zgłasza się dziś na ochotnika musi ryzyko to skalkulować. Ale chętni do slużby są. Są ludzie gotowi nazić życie dla kraju, dla innych - nie znanych sobie ludzi!
*
Wycofanie za Wisłe, stworzenie przestrzeni operacyjnej z połowy terytorium, potem ewentualny kontratak z współudzilem NATO i odbicie nawet całego terytorium na papierze wygląda coool. Mniej cool oczywiście wygląda to gdy się obejrzy zdjęcia miast po przejściu frontu czy to I czy II wojny światowej, albo współczesne z Ukrainy... Ale to w sumie też pikuś. Domy zniszczone w walkach można odbudować. głównym problemem jest okupacja. Na zajętym terenie pozostanie kilka milionów ludzi.
*
Zakładamy optymistycznie że obilibyśmy wschodnie województwa po kilku miesiącach. Co zastalibyśmy na obszarze który był okupowany przez ruskich? To co na północ od Kijowa czy na Charkowszczyźnie. Porzucone ciała ze śladami tortur - jak w Buczy. (zwróćmy uwagę - ruscy nawet nie zacierali śladów np. palcąc zwłoki!). Wyrabowane domy i mieszkania prywatne. Ograbione muzea i inne istytucje (np szpitale). Licze celowe zniszczenia infrastruktury.
Nie zastalibyśmy ludzi którzy zostali porzuceni na pastwę wroga. Część zostałaby zamordowana. Inni - aresztowani i wywiezieni. Zapewne doszłoby jak na Ukrainie do porwań i rusyfikacji dzieci. Uwolnieni zapewne mieliby ogromny żal do swojego państwa - że nie próbowało ich bronić.
*
Nie ma sensu bronić ani koncepcji "linni Wisły" ani jej zwolenników.
Co więcej - uważam że powinniśmy wiedzieć kto personalnie za to odpowiada!

© 2024 Andrzej Pilipiuk | Wszystkie prawa zastrzezone| Realizacja: AS DIGITAL