Jak to widzę: jeśli ludziom spod znaku LGBT zależy na rejestracji swoich związków - ja bym się zgodził. Jestem człowiekiem życzliwym i zasadniczo tolerancyjnym. Nie wtrrącam się w życie płciowe innych ludzo. Nie przywiązuję większej wagi do ślubów cywilnych, rozumiem potrzebę uporządkowania obyczajowego pewnych stosunków międzyludzkich.
*
To że dwaj geje czy dwie lesbijki się pobiorą w niczym mi nie szkodzi, nie przeszkadza, w mojej ocenie nie zagraża też instytucji małżeństwa sakramentalnego. Pobierający się i tak nie stanowią części mojego kościoła. Jak sobie znajdą inny kościół albo ząłożą własną sektę - nadal nie widzę problemu. Bóg ich osądzi. Może pójdą do piekła, może zostaną usprawiedliwieni - kompletnie nie moja sprawa - choć zasadniczo jako zwolenik powszechnego zbawienia powinienem ich ostrzedz. Ale chyba nie muszę - bo stanowisko kościoła jet powszechnie znane... Ergo; żyj i pozwól żyć innym. Tej zasady się trzymam i tę zasadę rekomenduję nam wszystkim.
*
Problem widzę gdzie indziej. Aktywiści tych środowisk stosują zasadę podobną do muzułmańskiego takija. Kłamią regularnie i w żywe oczy - dla zwycięstwa idei. W mojej ocenie: Takie "śluby" to nie jest żaden cel - to jest etap. A dokładniej cytując lenina - mądrość etapu. Pierwszy krok. Możemy popatrzeć na zachód który jest kilka kroków dalej i wyciągnąc wnioski. Kolejnym krokiem w Polsce będzie adopcja dzieci przez takie zarejestrowane pary. Zapewne jeszcze następnym - zamykanie ośrodków adopcyjnych które odmówią współpracy i wywalanie z pracy zasłuzonych pedagogów którzy ośmielą się wyrazić wątpliwośćoi. (są liczne precedensy na zachodzie).
*
Jaki jest cel ostateczny? to wie chyba trylko wierchuszka organizacji - moim zdaniem depenalizacja, a potem pełna legaizacja pedofili i efebofilii.
Przesadzam? Mam szczerą nadzieję że przesadzam. Ale mam zbyt wiele wątpliwości. Dlatego mimo całej swojej życzliwości - jestem przeciw.
*
Powtórzę i podkreślę.
Nie jest ważne kto z kim sypia - byle się wszyscy dobrze wyspali.
Uważam jedynie że musi istnieć nieprzekraczajna granica radosnej samorealizacji - jest nią krzywda drugiego człowieka.
To takie proste - ale dla tęczowych co i rusz okazuje się zbyt trudne. I nie tylko dla nich...
*
Powinniśmy patrzeć na człowieka. Jesteśmy różni.
Narodowści, religie, kolor skóry, poglądy, ubiór... To wszystko jakoś nas dzieli.
Zazwyczaj umiemy powiedzieć sobie: ten koleś jest trochę inny, dziwny, odmienny - ale zasadniczo jeste w porządku i nie ma powodów by się go czepiać.
Kłopot zaczyna się w chwili gdy ta odmienność wykracza poza pewne ramy, łamie zasady, stwarza zagrożenia

© 2024 Andrzej Pilipiuk | Wszystkie prawa zastrzezone| Realizacja: AS DIGITAL