Po wecie prezydenta Nawerockiego w sprawie SAVE rozpętała się burza. Oczywiście rozpętała się także w UE - bo weto poważnie psuje planowane biznesy niemcom. z ust dziennikarskich cyngli padła najcięższa euroobelga - NACJONALISTA. Oczywiście dla eurolewicy i wzorujących się na nich polskich lewaków określenie „nacjonalista” jest równoważnikiem słowa „faszysta” - swego rodzaju rytualną zniewagą.
Zadajmy sobie pytanie: czy nacjonalizm jest zły. Albo szerzej – czy każdy rodzaj nacjonalizmu jest zły? Czy dbanie w pierwszej kolejności o Polskę i Polaków jest czymś nagannym i nienormalnym? Zwłaszcza gdy mówimy o dbaniu o polskie sprawy na polskiej ziemi, bez sięgania po cudze?
*
Z racji pochodzenia – nie po drodze mi z nacjonalistami/narodowcami. Z drugiej strony – to ciekawe. Tak na logikę: Dla lewicy jako Ukrainiec z pochodzenia, w dodatku tego pochodzenia nie ukrywający powinienem być chronionym dobrem zwiększającym różnorodność etniczną etc. etc. Dla narodowców powinienem być osobnikiem obcym, a co najmniej podejrzanym. Realia są dokładnie odwrotne. Ataki na mnie prowadzą zielono/tęczowi lewacy. Za to niejednokrotnie wyrazy sympatii i uznania przekazywali mi narodowcy w tym ludzie kojarzeni z młodzieżą wszechpolską. Kolejna ciekawostka: Gazeta wybiórcza od początku istnienia wzięła na siebie „obowiązek” chronienia wszelakich mniejszości. Kłamliwe ataki na mnie kilkakrotnie wychodziły z tych właśnie kręgów. Niejaki orliński, teraz jakiś szot… Za to niejednokrotnie moją prozę bardzo pozytywnie recenzowano na portalach dla narodowców.
*
Niesamowita sprawa, no nie?

© 2024 Andrzej Pilipiuk | Wszystkie prawa zastrzezone| Realizacja: AS DIGITAL