Wracając do sprawy hejterskiej "recenzji" to co szczególnie boli - była to recenzja ze zbioru "Biały dom". Autor zarzucał mi propagandę "ruskiego miru" i szereg pomniejszych filorosyjskich "zbrodni". Byłem hejtersko atakowany niezliczoną ilość razy. W tym przypadku atak był przeprowadzony szczególnie głupio i "na rympał" - hejter najwyraźniej liczył że recenzja zniechęci ludzi do lektury i że nie wyrobią sobie własnego zdania.
*
PRZYWYKŁEM ŻE LEWICA UŻYWA KŁAMSTWA I POMÓWIEŃ JAKO "BRONI".
ALE W TYM PRZYPADKU JEST TO KŁAMSTWO PO PROSTU IDIOTYCZNE I BEZCZELNE.
*
PRZYPOMNĘ:
Tytułowe opowiadanie - "Biały dom" dotyczy jednej z najkoszmarniejszych zbrodni któą popełnili rosjanie.
Przybliża czytelnikom sprawę Butugyczagu - specjalnego łagru którego więźniowie pracowali przy wydobyciu, ręcznym frakcjonowaniu, oraz wstępnej obróbce rudy uranu. Czas przeżycia zmuszonych do tych prac wynosił zaledwie kilka miesięcy. Na niezdolnych do pracy, ale jeszcze żywych łagiernikach przeprowadzano letalne eksperymenty pseudomedyczne - w tym wprowadzanie elektorod w mózg i zabiegi na odsłoniętym żywym mózgu - zapewne jakiegoś rodzaju lobotomię.
*
UZUPEŁNIĘ:
Do tego tematu wracałem kilkukrotnie.
-Po pierwsze poajwił się w mojej książce "Raport z północy" (wyd 2017).
-Po drugie kilka razy wracałem do niego na blogu.
-Po trzecie - w tym właśnie zbiorze - w formie zbeletryzowanej - licząc że dzięki temu dowiedzą się jeszcze ludzie nie czytający książek historycznych, nie znający "Raportu...", ani nie zaglądający na mojego bloga.
*
PODKREŚLĘ:
Z TEGO CO WIEM - JESTEM JEDNYM W POLSCE PISARZEM ROZPOWSZECHNIAJĄCYM INFORMACJE O TEJ BESTIALSKIEJ ZBRODNI.
(są prace historyczne i publicystyczne - o raczej niszowym obiegu).
BIAŁY DOM - JEST JEDYNYM ZNANYM MI TEKSTEM LITERACKIM ODNOSZĄCYM SIĘ DO TEJ ZBRODNI.
*
Zarzut filorosyjskości podniesiony w "recenzji" tej akurtat książki odczytuję jako szczególną podłość i dowód na kompletne zbydlęcenie autora.
*
taka właśnie swołocz mnie atakuje. Powiem tak - to co spotyka mnie to i tak pikuś - słyszałem od zawodowych historyków znacznie smutniejsze historie.
Z taką swołoczą przychodzi się użerać ludziom którzy nie chcą przemilczeć czerwonych zbrodni.
***********************************************************************************************************************************************************
Uzupełnię jeszcze:
W Butugyczagu górnym - rudy cyny i uranu - siedzieli też Polacy. Jest taka relacja - co symptomatyczne - autor nie wiedział nawet co tak właściwie wydobywają:
https://warhist.pl/polska/kolyma-polacy-w-radzieckich-obozach/
Bronisław Radomski: „W obozie katorżniczym w Butugyczagu Górnym było bardzo dużo narodowości z różnych stron Europy i ze wszystkich republik ZSRR. Byli też Japończycy, Niemcy, Włosi, Hiszpanie, Anglicy, Chińczycy, Koreańczycy, Mongołowie itd. Najwięcej jednak było Polaków z AK, w tym około 300 Polek, również z AK. Dzielnie znosiły te trudy. Rzadko pracowały w kopalniach, choć i tam wykonywały pomocnicze prace. Ale przeważnie zatrudniano je w pralniach, w kuchniach, łatały bieliznę i odzież i przy sprzątaniu. Warunki kołymskie były niezwykle trudne pod każdym względem. Ciężko było zaaklimatyzować się. Silne mrozy, duże opady śniegu, straszne zamiecie śnieżne, tzw. purgi, rozrzedzone powietrze i do tego jeszcze bardzo marny wikt przy ciężkiej pracy – wszystko to było powodem, że ilość więźniów zmniejszała się niemal z dnia na dzień. Codziennie rano wynoszono z baraków trupy i układano je na wąskiej obozowej drodze. Zmarłych rozbierano do naga, bo rzeczy – a właściwie łachmany – były państwowe, kazionne. Zamarzali oni na tym dużym mrozie bardzo szybko. Przychodził wtedy magazynier tzw. kaptiorszczyk i zawieszał na dużym palcu u nogi blaszkę z numerem obozowym tzw. birkę*. Kiedy już wszystko zostało zakończone, dawano grube sznury, którymi to wiązano za szyję po kilka trupów. Tak powiązanych inni więźniowie, pozostawieni w tym celu w obozie, pociągali po śniegu do miejsca, gdzie były przygotowane jamy służące do składowania materiałów wybuchowych. Trupy te wrzucano do tych pustych jam wypełnionych oczywiście śniegiem – tak wyglądał pogrzeb. A więźniowie, którzy brali udział w pogrzebie, dostawali w nagrodę 20 dkg chleba więcej. W tym obozie wymarło od października 1950 do kwietnia 1951 roku kilkuset więźniów Polaków. Z 1450 przywiezionych do Butugyczagu w październiku 1950 roku niewielu nas zostało. Warunki bytowe, głód, ciężka praca i bardzo złe traktowanie, a ponadto choroby, szkorbut, biegunki – oto przyczyna takiego wyniszczenia ludzi„.
jeszcze do poczytania inna relacja
____________________________________________________________________________________________-
*czy zatem jest szansa przeprowadzenie w przyszłości ekshumacji i identyfikacji naszych? Pogadamy o tym z Chińczykami jak już zajmą Syberię...

© 2024 Andrzej Pilipiuk | Wszystkie prawa zastrzezone| Realizacja: AS DIGITAL