Moje poklolenie dzieciństwo spędziło w PRL-u.
W wieku nastoletnim uderzył w nas pseudokapitalizm.
*
Dla nielicznych był to wielki awans społeczny. Ich rodzice zaczęli normalnie zarabiać. Zaczęli jeździć za granicę, poszli do szkół społecznych i prywatnych, przeniesli się w klitek w lokach do normalnych domów.
Dla sporej części był to okres stagnacji lub powolnego wzrostu - rodzice mieli w miarę stabilną pracę - czasem udało się uciułać na drobne szaleństwo, niekiedy w rodzinie po raz pierwszy pojawiałao się auto, czasem po raz pierwszy udawało się wyskoczyć choć na trochę nad ciepłe morze.
Dla większości sutuacja nie zmieniła się - rodzice nadal zarabiali jak najgorsze dziady, tylko obserwowanie rzeczywistości bolało mocnej - bo widać było wokół to wszystko na co nie było nas stać.
I znów dla sporej części to był kopniak w twarz. rodzice tracili pracę, pojawiała się bieda, komornicy, eksmisje, czasem wymuszona porzucenie miasta i powrót do dziadków na wieś - gdzie też była bieda ale przynajmniej kartofle w polu rosły darmo...
*
Najgorsze było to że dla mojego pokolenia nie było żadnej oferty. Za komuny praca dla absolwentów po prostu była. Dziadowsko płatna - ale była. Bywao że nawet oferowano zakwaterowanie w barakach albo hotelach robotniczych. To się skończyło jak ucięte nożem.
Dla mojego pokolenia normą było szukanie roboty za dziadowskie stawki i często na czarno, albo próby zaczepienia się nielegalnie na zachodzie, albo życie na garnuszku rodziców. Tym którzy chcieli rozkecić coś własnego dop... na dzień dobry pielgrzymkę po urzędach i zryczałtowaną składkę ZUS która już na starcie topiła większość biedainteresików.
*
robota w markecie była dla wielu szczytem marzeń.
*
Spośród moich rówieśników nielicznyodsetek zapracował (najczęściej za granicą) i kupił jakąś klitkę. Część odziedziczyła mieszkania. znam itakich którzy do dziś muszą wynajmować. Osoby w wieku 40+ żyjące samotnie i mieszkające nadal zrodzicami - nie są wyjątkiem.
*
Przez 35 lat żyliśmy w państwie głęboko patoligicznym a próby poprawienia sytuacji własnej prowadziły najczęściej do roztrzaskania się o rafę kretyńskich przepisów, lub były topione przez brak pieniędzy i złośliwość urzędów.
A czasem przepisy zmianiałty się nagle i w barnży nastepował pożar stepu - że przypomnę tylko podatek vat na książki który zatopił połowę wszystkich polskich księgarni w dwa lata. (2013-2015 - ponad 400 a ok 800).
*
Nie bez znaczenia było pojawienie się nowych wysoce toksycznych ideologii i subkultur.
*
W tej sytacji nie dziwi mnie ani zapaść demograficzna, ani demoralizacja młodych ludzi, ani obecny stan społeczeństwa.
*
Podejrzewałbym że ten model wprowadzili tu celowo niemcy - żeby ostatecznie pozbyć się "polskiego problemu na wschodzie" - podejrzewałbym gdyby nie to że sami udupili się równie koncertowo...

© 2024 Andrzej Pilipiuk | Wszystkie prawa zastrzezone| Realizacja: AS DIGITAL