BLOG

 

upior-w-ruderze

O Jedwabnem

Do poczytania. 

https://wpolityce.pl/historia/474432-to-niemcy-mordowali-w-jedwabnem

Dla michnikoidów zeznania prostej kobiety - kucharki są niewiarygdne.

Dla tych samych michnikoidów zeznania wybielającego się dla uniknięcia KS niemieckiego agenta - wiarygodne są...

 

Fakty?

Łuski niemieckiej broni w zasypisku grobowym mówią jasno kto zabił. 

NIEMCY. 

 

Kim są polscy lewacy

co soba reprezentują?

ot taki przykład wyjątkowego zbydlęcenia... 

https://niezalezna.pl/348165-niebezpieczni-idioci-z-krytyki 

 

smutne, cholernie smutne...

o umarłych...

Zmarła Maria Janion. zostawiła imponujący dorobek naukowy. 

O jej życiu prywatnym i czynach, wyborach i ohydnych poglądach lepiej zmilczeć.

 

A może nie?

Może lepiej wykrzyczeć prawdę?

 

Źli ludzie odchodzą ale zło które uczynili zostaje, zatruwa powietrze... Zostają ich słudzy, ucziowie, nasladowcy którzy dalej czynią zło. Zostają ludzie ci słabsi i głupsi którzy szukając przewodników i nauczycieli trują się oparami zgnilizny...

Pamiętajmy...

https://www.fronda.pl/a/bl-wladyslaw-findysz-meczennik-komunizmu-1,149099.html

 

klasyczny przykład działania lewicowych śmieci w PRL-u

oskarżenie od czapy, uwięzienie ciężko chorego człowieka, pozbawienie możiwości leczenia, niech się "wróg" wykończy... 

 przed śmiercią wykopanie "na wolność" by nie psuł statystyki. 

 

Sędziowie którzy to klepnęli pewnie jeszcze żyją i biorą po 7-8 tyś emerytury...  

z kuźni

-Robert Storm – zameldowałem na portierni. – Do pana generała, dostałem takie wezwanie…

-Trzecie piętro, pokój trzysta osiem – mruknął gliniarz wpisując moje dane do księgi. – Proszę wyłożyć wszystkie metalowe przedmioty do kuwety i przejść przez bramkę…

Wszedłem znajomymi schodami. Zapukałem do drzwi i słysząc zachętę wszedłem do środka. Kumpel stał koło stołu na którym ułożono moje fanty. Spojrzał na mnie ciężko i westchnął jeszcze ciężej.

-W coś ty się znowu wkopał? – warknął.

-Na wstępie powinienem chyba zaprotestować… Celnicy dopadli mnie na autostradzie setki kilometrów od jakiejkolwiek granicy i rewidowali bez jakiegokolwiek nakazu… Napisałem oświadczenie w tej sprawie – wyjąłem z aktówki papier. – W dodatku co szczególnie oburzające byli z Aleksandrowa Kujawskiego gdzie podczas rozbiorów mieściła się owiana złą sławą carska komora celna…

-Na ile cię znam, powinieneś się ucieszyć że ta służba szanuje ponad stuletnie tradycje? Kto wie, może poniewierali tobą prawnukowie carskich celników po prostu mimo braku granicy bohatersko kultywujący chwalebną rodową profesję... 

-Hmm… Nie pomyślałem o tym.

Rzucił okiem na moje pismo, przedarł na pół i wetknął do niszczarki.

z kuźni

Chmury szły od wschodu, znad Wenecji. Morze szybko pokryło się ostrą falą. Deszcz uderzył w szyby. Błyski piorunów co sekundę wydobywały z mroku nieziemski widok. Obie stanęły przy oknie i z zapartym tchem podziwiały przerażającą walkę żywiołów. Nagle serce w piersi Malwiny uderzyło szczególnie mocno, aż do bólu. Zaschło jej w ustach. Wśród szalejących bałwanów sunęła czarna gondola. Gondolier stojący na dziobie miał na twarzy starą lekarska maskę z dziobem. Wiatr rozwiewał poły jego płaszcza. Chciała oderwać wzrok, ale nie mogła. A potem błysnęło ponownie, ale nic już nie dostrzegła. Pioruny biły teraz trochę rzadziej. Na parapecie zebrała się niewielka kałuża wody. Widocznie stara framuga była nieszczelna.

                -Mam dość – starsza z dziewcząt z trudem zapanowała nad drżeniem głosu.

Usiadła na łóżku. Czuła że żołądek zacisnął jej się z przerażenia w supeł.

-To dziwne… Przez chwilę wydawało mi się że tam wśród fal płynie łódka… - bąknęła Ola siadając obok. – Ale przecież mówiłaś ze nikt nie wypływa w taką pogodę.

Malwina poczuła jak wszystkie włoski na jej ciele stają dęba.

Ona też to widziała – zrozumiała. – Ma rację: Nikt nie żegluje podczas takiej pogody… To musiał być przewoźnik dusz, mroczna istota ze starych weneckich legend… Gdy pojawia się płynąc swoją czarną cmentarną gondolą ktoś niebawem umrze…

-Boję się – szepnęła mała. – Piekielna pogoda… Jesienny sztorm. Jak z tego zaginionego rękopisu…

Malwina objęła rozdygotaną dziewczynkę i narzuciła ich ramiona kocem.

-Szkoda że nie mamy najlichszej choćby świeczki… Bez tego jest tak strasznie. Nie bałam się tak od czasu bombardowań Warszawy… - młodsza zakładniczka trzęsła się jak w febrze. -  I jeszcze ta dziwna łódka, jak ze snu. Gondola ale jakby większa niż te które wożą turystów. I z daszkiem. Dziwna. Kto niby chciałby żeglować w taką pogodę!? – myśl wracała. - Nie, to było tylko przywidzenie…

-Tak myślisz?

- No przecież. Widziałam coś jakby mężczyznę w łopoczącym czarnym płaszczu z dziobem zamiast twarzy. Skoro płaszcz łopotał rozwiewany wiatrem to by znaczyło że wieje od przodu a gondola przecież nie może płynąc pod wiatr… Zwłaszcza że szalał orkan. No i płaszcz przecież momentalnie by przemókł od wody, a mokry by nie łopotał. I jak niby ktoś mógłby stać na mokrych dechach przy takiej fali?  Ciemność i gra cieni płatają różne figle.

-Opowiadają… - Starsza z dziewcząt chciała przytoczyć starą legendę ale w porę ugryzła się w język. 

 

/fragment tekstu "Jesienny Sztorm" - do XII zbioru bezjakubowych/

refleksja

lewackie wygibasy "intelektualne" niektórych posłów - to efekt wychowania przez głupich rodziców i dziadków (czasem byłych milicjantów) pogłębiony niestety przez głupich nauczycieli, głupie media pełne skrajnie prostackiej rozrywk i  toksyczne środowisko rówieśnicze...

PiS rządzi już piąty rok, zmian na lepsze w edukacji i mediach nie widać.

Przesypiają sprawy ważne... Potem przez to przegrają.

 

*

 

Pal diabli że przegra PiS, gorzej żę przegra Polska.

Khm...

https://prawy.pl/110012-who-szaleje-chce-skonczenia-z-nacjonalizmem-szczepionkowym/

szef WHO szaleje - nie ma o czym bełkotać to się ciska że są kraje które próbują zapewnić swoim obwatelom szczepionki na Covid. 

to według niego rasizm. Zapewne chciałby żeby jedynym dystrybutorem została jego skompromitowana organizacja...

a mi się nasuwa pytanie: dlaczego ten człowek nie siedzi jeszcze w więzieniu? 

to m.in. "rekomendacje" WHO doprowadziły do obecnej katastrofy....

z kuźni

W drzwiach zaplecza stanęła Carla. Uśmiechnął się mimowolnie na jej widok.

-Matka pyta czy przyjdziesz na kolację…

-Kiedy? – rzucił okiem na zegarek.

-Za około godzinę. Zrobiła mamyłgę.

-Mam tu jeszcze trochę roboty, ale powinienem zdążyć. Łaciarka zacięła się dziś trzy razy, przypuszczam że na trybach zebrał się nagar no i osie trzeba przesmarować – wyjaśnił widząc jej zaciekawienie.

-Smar gdzieś tam był… - dziewczyna omiotła półki wzrokiem. – Albo w magazynie może…

-Lepsza będzie oliwa zegarmistrzowska. Wyprosiłem od sąsiadów – wyjaśnił.

-To ci chociaż kawy przyniosę…

Odprowadził ją wzrokiem. Gruby warkocz zabawnie podskakiwał na plecach dziewczyny. Ostatnie zadanie tego dnia… Poszukał oliwiarki. Zdemontował obudowę maszyny. Faktycznie mechanizm miał prawo się zacinać. Najpierw kawałkiem szmatki na wykałaczce usunął „błoto” – resztki smarów zmieszane z kurzem, pyłem ulicznym i rozmaitymi brudami.

-Trocin tu tyle jak u stolarza a nie u szewca – mruknął po polsku.  

Wróciła Carla. Woń mocnej kawy wypełniła wnętrze. Na spodeczku leżało jeszcze kilka ciasteczek, twardych jak podeszwa ale bardzo smacznych. Podziękował.

-Czym różni się oliwa zegarmistrzowska od takiej której używamy w kuchni? – zagadnęła dziewczyna rozsiadając się na krześle.

-Oliwa kuchenna jest tłoczona bezpośrednio z oliwek. Zegarmistrzowska jest odpowiednio filtrowana, dodaje się też różnych składników by zmniejszyć jej kwaśność i poprawić zdolności penetracyjne - wyjaśnił ostrożnie usuwając zaskorupiały osad. – Dzięki temu łatwiej wnika w niedostępne szczeliny, łatwiej też wsiąka w napotkane złogi i odspaja je od powierzchni metalu. Ale do celów kuchennych już się raczej nie nadaje… Choć może pomóc na zatwardzenie.

Wcisnął stopą pedał i patrzył w skupieniu jak tryby przenoszą napęd na wrzeciono… Nadal coś się zacinało. Wreszcie wypatrzył przyczynę kłopotów. Drobny metalowy wiór blokował zęby. Skąd mógł odpaść? Wydobył go. Pędzelkiem naniósł kroplę oliwy. Maszyneria wyglądała na niemal nową. Puścił raz jeszcze w ruch. Tym razem wszystko chodziło gładko jak w zegarku.

Przymknął oczy. Poczuł zmęczenie, senność człowieka który nie może zasnąć bo obok pracują potężne silniki… Potrząsnął głową. Dziwna wizja minęła. Raz jeszcze wcisnął pedał. Mechanizm działał bez zarzutu.

Co się ze mną dzieje? – zadumał się.

-Jesteś bardzo mądry – pochwaliła dziewczyna.

-Nie jestem, ale mężczyzna powinien znać choć podstawy techniki…

-Przeszkadzam? – zaniepokoiła się.

-Nie przeszkadzasz – opowiedział zgodnie z prawdą.

-Tęsknisz za Wenecją? Byłam tam trzy razy… To piękne i ciekawe miasto.

-Owszem… Każdy tęskni do miejsc gdzie się urodził i wychował. Nawet gdy spotkały go tam różne złe rzeczy…

-Pojedziemy tam kiedyś razem? – zatrzepotała rzęsami. – Pokazałbyś mi różne ciekawe zakątki…  

-Yhym… - mruknął wymijająco.

Jest takie polskie słowo które do niej pasuje – pomyślał. – Trzepaczka? Trzepotka? Nie, zaraz… Podobne… - Grzebał przez chwilę w pamięci. - O już wiem „trzpiotka”. Mała wesoła podrywaczka. Za młoda, zbyt dziecinna. Raczej jak młodsza siostra której nigdy nie miałem…

Oczyścił rowek w którym chodził pasek klinowy. Kolejna próba. Tym razem maszyna zdziałała bez zarzutu. Patrzył jak igła uderza w próżnię, podłożył kawałek skóry, założył nitkę. Przeszył na próbę kawałek giemzy. Potem sprawdził jeszcze na ścinakach dwoiny. Ścieg wyszedł równiutki.