BLOG

wedrowycz banner1

Że niby co!?

https://niezalezna.pl/304613-gazowanie-65-tys-kur-z-ptasia-grypa

Kury są chore. Nie wszystkie ale jakiś odsetek tak. Choroba jest potencjalnie groźna dla ludzi. Przeważnie wygląda to tak że skutkiem kontaktów z chorymi ptakmi zarażają się świnie - w ich organizmach wirus zmienia swoją strukturę i atakuje ludzi...  

Podjęto decyzję o likwidacji 65 tyś szt. kur. Gazem. 

Ok.Przykre - ale cóż... Metoda też kojarzy nam się bardzo źle... Ale siła wyższa. 

Trzeba zacisnąć zęby i napuścić tego gazu. 

To wszystko rozumiem i akceptuję jako działania w stanie wyższej konieczności...

*

Nie rozumiem reszty. 

Na logikę - zarażone zwierzęta trzeba zabić i spalić. 

Tymczasem: Martwe ptaki, zostaną przewiezione 200 km do zakładu i przeobione na mączkę!?  

A jeśli niewysterylizowana wystarczająco maczka trafi do paszy dla świń? 

NaÓczyciele demokracji

Francja poucza nas w sprawach praworządności... Śmieszne - ale też obrzydliwe.

Zdradzili nas w 1939-tym. Sprzedali stalinowi w 1945. A co do praworządności - po wojnie we Francji istniały sowieckie "ośrodki repartiacji" - czyli mówiąc po ludzku łagry pilnnowane przez NKWD przeznaczone dla wszystkich którzy mieli pecha urodzić się w ZSRR i których różne losy rzuciły na zachód Europy. Przeszło przez nie ok 130 tyś ludzi - w większości - na śmierć. Francja nie widziała też problmu że NKWD na jej terenie "wyrównuje porachunki" - porywając emigrantów - dawnych carskich oficerów weteranów wojny domowej.

Wszyscy słyszeli o tym jak to po wojnie Watykan* umożliwiał nazistom ucieczkę z Europy. Nagłaśnia się to na różne sposoby. Dmucha jak balon. Kto wie że francuzi po wojnie pozwalali SS-manom masowo wstępować do Legii Cudzoziemskiej?  

 

_________________________________________________________________________________

*nie tyle Watykan co kilku watykańskich urzędników niemieckiego pochodzenia. Liczba "ocalonych" to kilkuset. Fakt - wsód nich były 3 znaczace nazwiska Eichman, Mengele i Stangl 

o filmach

https://niezalezna.pl/304337-film-o-skandalu-w-slowikach

https://niezalezna.pl/304085-byl-juz-wolyn-czas-na-jedwabne-ruszaja-zdjecia-do-nowego-filmu-smarzowskiego

Powstają dwa filmy - jeden o dyrygencie pedofilu, drugi o tym jak to mordowano Żydów (znając autora o tym jak to Polacy mordowali Żydów, widłami i siekierami do tego zachęcani przez proboszcza...).

Kiedyś kino pokazywało życie elit i bohaterów... 

trzecia osoba w państwie...

https://niezalezna.pl/304380-kolejny-swiadek-przerywa-milczenie-osobiscie-wreczylem-400-zl-panu-grodzkiemu

Był radny, były senator obecnie marszałek senatu III RP - już kilkadziesiąt osób twierdzi że brał łapówki, więcej - były on na pacjentach wręcz wymuszane... 

Członek PO od co najmniej 2005-tego. Odznaczony Krzyżem Zasługi, kwaler krzyża Orderu Odrodzenia Polski.

 

 są kraje które mają elity.  

my po nocy komunizmu mamy głównie florę jelitową...

jeszcze z Ukariny

https://www.fronda.pl/a/ambasadorowie-polski-i-izraela-krytykuja-ukraine,138607.html

Hmmm... z tego co wiem akurat A.Menlyk - szef odłamu OUN(m) był zwolennikiem dogadania się z Polakami...

hmm...

Szkoła w Łabuniach (na południe od Zamościa) przyjęła imię "Dzieci Zamojszczyzny". Uroczystość uświetniono m.in. przedstawieniem w którym dzieci przebrane za SS-manów dokonały "gazowania" grupy dzieci przebranych w pasiaki, zamkniętych za symbolicznym ogrodzeniem z drutu koczastego.

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/szokujacy-teatrzyk-szkolny-w-labuniach-dzieci-graly-nazistow-i-wiezniow/wjfnbr0#slajd-3

 

Powiem tak -  z punktu widzenia edukacji patriotycznej - nie jest to zły pomysł. O zbrodniach niemieckich, o zbrodniach narodowego socjalizmu musimy pamiętać. Musimy o nich przypominać zwłaszcza teraz - gdy pokolenie pamiętające wojnę już odchodzi a prawda o tym kto jest sprawcą a kto ofiarą jest na różne sposoby rozmydlana. 

O cierpieniach naszych przodków - też powinniśmy pamiętać. 

Z drugiej strony - to jednak trochę "za mocny pomysł". Rozumiałbym podobną inscenizację w liceum - podstawówka, zwłaszcza młodsze klasy podstawówki, to jednak o wiele za wcześnie.   

Ergo: pomysł uważam za DOBRY. Wykonanie - no cóż... 

myśl o.Knabita

mamy już bilet do nieba, teraz tylko trzeba wsiąść do dobrego pociągu. Zdarza się, że się pomylimy i wsiadamy do niewłaściwego pociągu, ale póki żyjemy, wszystko można naprawić. Bóg mówi: nie bój się, jestem z Tobą, zawsze możesz wysiąść i wsiąść do właściwego, wszystko jest cenne w Twojej podróży, nawet zagubienie i jazda w niewłaściwym kierunku.

Jubileusz

http://jubileusz.ps-po.pl

O.Knabit skończył 90 lat. 

„Ojciec się nic nie zmienił” – słyszę często. A mnie podkusiło kiedyś, by zebrać dawne zdjęcia i zrobić taką panoramę pod tytułem: „człowiek nie pochodzi od małpy”. Dzisiaj widać, że jednak coś się zmieniło, zwłaszcza w stosunku do fotografii z roku 1939. Ale, co ciekawe, wciąż mam świadomość, że jestem ten sam JA. Kiedy do każdego zdjęcia dołączam jakieś wspomnienia: harcerstwo, liceum, kapłaństwo, zakon – wciąż jestem ten sam ja, odpowiedzialny za swoje czyny, pamiętający sukcesy, ale też i upadki.

 

Czytam te słowa. Dumam. Mam 45 lat. Jestem w połowie tej drogi. Oceniam siebie. I dochodzę do zupełnie odmiennych wniosków. Jestem dziś kimś zupełnie innym niż gdy miałem 12-15-20-25 lat. 

Mając 12-13 lat byłem niewolnikiem i czułem się niewolnikiem. Porównywałem moje życie w siermiężnym syfiastym kraju rządzonym przez juntę jaruzela - z życiem moich rówieśników w krajach wolnego świata... Fakt że nie chodzę głodny i bomby nie spadają na głowę był marną pociechą. Byłem nadwrażliwym dzieciakiem żyjącym wśród rówieśników - troglodytów. Uciekjącym przed opresyjnością świata w książki i marzenia. Stale uciekającym.   

Mając 15-18 lat miałem wrażenie straszliwego chaosu - niosła mnie rzeka wydarzeń, nie panowałem nad nimi, nie panowałem nad własnym życiem. Co gorsza - miałem całkowitą pewność że lata w liceum to lata jałowe i stracone. Uczyłem się rzeczy nudnych i zbędnych. Znosiłem poniżenia ze strony belferstwa. Poświęcałem swoje dzisiaj w imię jutra - potrzebowałem matury by iść na wymarzone studia. Poświęciłem za dużo. A poniekąd zostałem oszukany przez system. Uciekałm w książki, marzenia, ratowało mnie pisanie... Pisanie też było ucieczką - w dodatku też było poświęceniem teraźniejszości dla przyszłości. Problem w tym że pisać musiałem się dopiero nauczyć a nie było od kogo. Źle dobrałem priorytety pisarskie. Źle oceniłem jakość tego co piszę.   

Mając 19-20 lat byłem skopanym przez rzeczywistość przestraszonym młodym człowiekiem, który bał się przyszłości, który miał świadomość zepchnięcia na jakiś margines. Obok powstawały fortuny, nie miałem pomysłu jak włączyć się w wir twórczej pracy i życia. Miałem też świadomość ze na moje pokolenie nie czeka już nic. Że wszystkiego trzeba bdzie się dobić zębami i pazurami, a ja nie mam nawet tych zębów i pazurów. Byłm nikim i miałem świadomość że jestem nikim. I nie miałem pomysłu jak się wyrwać. Pisałem. Liceum wypaliło ze mnie zainteresowania, wpędziło w chrobę nerwową. Zabiło poczucie własnej wartości. To wszystko musiałem mozolnie obudowywać.  

Mając 21-26 lat publikowałem opowiadania, potem książki - kontynuację "Pana Samochodzika". Miałem troszkę własnych pieniędzy, miałem w pewnym sensie pracę, po dekadzie samotności znalazłem sobie sensowną dziewczynę. Nadal szarpałem się z rzeczywistością. Zarabiałem grosze - ot tyle by kupić sobie książkę, by uciułać na wycieczkę za Bałtyk. Mojej oryginalnej prozy nikt nie chciał. Leczyłem depresję ciężkimi psychotropami. Uciekałem. Ciągle uciekałem w książki, w marzenia, w pisanie...Ale przynajmniej widziałem już jakieś perspektywy. Po długiej zimie czułem w powietrzu zapach wiosny.  

Pierwsze ćwierćwiecze życia to strach przed rzeczywistością, nienawiść do opresyjnego świata, nienawiść do samego siebie, nerwy, depresje, autoagresja. Szukanie szczelin w murach, mocowanie się z życiem. I co chwila zwątpienie - przychodzące, nakrywające jak fala.     

*

Jestem kimś innym. Chyba nawet jestem kimś lepszym niż tamten zahukany przerażony dzieciak szukający po omacku swojej drogi. Stała praca. Dochody zabezpieczające byt. Rodzina. Jestem w mojej branży cenionym fachowcem ze środkowej półki. Spokojniejszym wewnętrznie. Poukładanym. Przestałem się szarpać, przestałem się spieszyć. Planuję, realizuję. Gdy dostanę od rzeczywistści w łeb wstaję z błota otrzepuję ubranie i idę dalej.

Nie mam już wrażenia że wszyscy wokoło są moimi wrogami. Inna rzecz że w tej chwili sam dobieram sobie towarzystwo w którym się obracam. Patrzę i szukam w ludziach dobra. W tych którzy próbują na mnie szczekać widzę raczej małość, niedostatki intelektualne i skarlenie duszy a nie zło jako takie.  

*

Uratowało mnie pisanie. Uratowało mnie to że na przekór wszystkiemu wierzyłem w swoje gwiazdy.

Uratował mnie ośli upór by robić swoje niezależnie od wszystkiego.

Uratowały mnie książki - cudze myśli przelane na papier otwierające przedemną inne lepsze światy.

Uratowała mnie ambicja - przmożna chęć nadupczenia światu.

Uratowała mnie przekora, chęć pokazania "słowiańskiego gestu pokoju pojedania" (tzw. "faka") - wszytkim tym który mnie skreślili, spóścili ze schodów albo skpali i podeptali. 

*

Wygrałem.

trudny dialog

 https://www.fronda.pl/a/szokujace-slowa-nowego-szefa-ukrainskiego-ipn-o-wolyniu,138430.html

 

Ukraiński IPN ma nowego szefa. Niestety już z jego pierwszych wypowiedzi widzimy że nie zanosi się na przełom... 

Co wiemy o Wołyniu? Zginęło 80-240 tyś Polaków. (te liczby trzeba koniecznie doprecyzować). Podobna liczba zbiegła z tego terenu lub skupiła się w ufortyfikowanych wsiach. Przy takiej skali ofiar słowo ludobójstwo wydaje się uprawnione.  

Sprawcami mordów byli członkowie UPA. Rozkazy przyszły z kierownictwa OUN(b). Na terenach gdzie w miarę silne były środowiska postmenlykowskie skala mordów była mniejsza. Podejrzewa się sowieckie prowokacje - obecność sowieckiej agentury w kierownictwie OUN oraz obecność oddziałów NKWD udających UPA - jednak są to rozważania raczej akademickie - większości zbrodni dokonali Ukraińcy działający z inicjatywy własnej. Tak po prostu było. Przykre - ale cóż... 

Z drugiej strony - znaleźli się i "sprawiedliwi" - Ukraińcy którzy ostrzegali i ratowali polskich sąsiadów. 

Polacy w reakcji na te działania przeprowadzili szereg akcji stricte militarnych - polskie oddziały partyzanckie starły się zbrojnie z upowcami. Prowadzono też w miarę możliwości obronę polskich wsi. Dokonano szeregu akcji odwetowych - atakując wsie ukraińskie będące bazami wypadowymi, lub współpracujące z UPA. Oczywiście przy okazji ginęli też ukraińscy cywile nie zamieszani w  ruch nacjonalistyczny... Wojna.

Zestawienie liczby ofiar cywilnych daje szacunki rzędu 20:1 Ergo: cele dzałań któe stawiały sobie UPA i AK były diametralnie odmienne. 

Czy 27 wołyńska dywizja AK mogła zrobić więcej - to pytanie do poważnych historyków...

*

Nie była to zbrodnia "zapomniana". Nie wiedzili o niej ci którzy mieli do szkoły pod górkę. W PRL-u wydawaliśmy o tym książki - sporo i w wysokich nakładach. Niektóre były lekturami szkolnymi. "Łuny w Bieszczadach", "Ślady rysich pazurów" etc. Po prostu żyło jeszcze pokolenie dobrze pamiętające wojnę - wobec besitalstwa niemców mordy ze strony UPA bladły... Inna skala. 

Nie była to zbrodnia nieukarana - NKWD rzoliczyło ją baaardzo dokładnie zabjając i pakując do łagrów upowców, domniemamych upowców, dzieci upoców, krewnych upowców, a nawet takich którzy nie byli upowcami ale ewentualnie mogliby się nimi stać w przyszłości... Pisałem - NKWD zabiło 153 tyś "upowców" przy liczebności tej formacji poniżej 100 tyś. 

KGB i SB ostatnie prowokacje przeciw Ukraińcom podjerzewanym o sympatie banderowskie (postbanderowskie?) prowadziły jeszcze w latach 80-tych. Syn jednego z głównych upowców - Jehwena Konowalca spędził w łagrach i więzieniach 40 lat. Pisałem o nim:  http://pilipiuk.com/index.php/blog/2616-gniewny-starzec-z-ukrainy  

*

Nasi przodkowie wyciągali do Ukraińców rękę kilka razy - w 1920r. zwaraliśmy sojusz w obliczu sowieckiej inwazji - choć dzieliły nas wówczas miesiące bratobójczej wojny II RP z odradzająym się państwem ukraińskim...

W 1945-46 roku WiN wyciągnął rękę do upowców - choć dzieliły nas świeże jeszcze groby Wołynia... Rozbito wspólnie wiezienia w Zamościu i Hrubieszowie.  

Polacy, Ukraincy i Rosjanie to bracia. W rodzinach bywa różnie, ale rodziny się nie wybiera.

Przyjdzie czas gdy się dogadamy. Przyjdzie czas gdy wyciągniętą rękę uściśnie inna ręka. I pozostaną w uścisku już na zawsze. Tylko chyba jeszcze nie teraz.  

Podsumowując rok.

Wydałem dwie książki. Coś tam się na nich zarobiło  ale przehulać się nie udało bo kredyt na karku - poszło bankowi na uciechę.

Nigdzie prawie nie udało się pojechać - wiosną byłem z żoną przez trzy dni w Wenecji. Nie udało się zobaczyć wszystkiego co chcieliśmy – ale z drugiej strony – i tak zobaczyliśmy bardzo dużo.  

Sukcesy?

Konkurs „u nas za stodołą” – bardzo zacnie w tym roku – przyszła masa naprawdę niezłych opowiadanek i antologię pokonkursową też nie wstyd ludziom pokazać.

Fajnie wyszedł festiwal historii alternatywnej – bo i film udało się nakręcić i podręcznik wydaliśmy a i impreza bardzo przyzwoita.

Krewny się wywinął Kostusze spod kosy... 

Minął rok - w miarę spokojnie i bez fajerwerków…