BLOG

wedrowycz banner1

trudne pytanie

Jak wiadomo podczas 8 lat rzadów PO pod pozorem nizu demograficznego zlikwidowano ok 1800 szkół róznego stopnia.

W chwili obecnej po powrcie do 8-klasowej szkoły podstawowej sytuacja lokalowa stała się trudna. A przecież nie musi tak być. 

Co się stało z 1800 budynkami po zlikwidowanych szkołach? zostały wyburzone? sprzedane? 

Polak Potrafi

W Krakowie połączonymi siłami fachowców - odlewników i mistrzów kilku zakładów ludwisarskich powstał najwększy dzwon na świecie 

Vox Patris - Głos Ojca waży 50 ton i trafi do sanktuarium w Brazylii. 

Projekt zapoczątkowono w 2013 roku, pracowało nad nim około setki osób od rzeźbiarzy po pracowników naukowych politechniki. Pierwsza próba odlewu wykonana w 2016r. nie powiodla się. Ponowny odlew wykonano latem 2017r. Przez niemal rok dzwon stygł w formie i wreszcie został odsłonięty i zaprezentowany dziennikarzom.  

http://www.pap.pl/aktualnosci/news,1573076,vox-patris-najwiekszy-kolysany-dzwon-na-swiecie-powstal-w-polsce.html

https://dziennikpolski24.pl/w-krakowie-buduja-gigantyczny-dzwon-zdjecia/ar/10636314 

Vox Partis jest ponad 5 razy cięższy nż słynny Zygmunt na wawelu.

Najcięższym polskim dzwonem jest obecnie dzwon Maria Bogurodzica w Licheniu o masie prawie 15 ton.  

Jeszcze o Cejrowskim.

A właściwie o tym poszanowaniu innych kultur. 

Jesteśmy Polakami. Nasza cywilizacja liczy sobie  nieco ponad tysiąc lat.

Myjemy ręce. Czeszemy włosy. Nie mamy wszy ani świeżbu. Uważamy dłubanie w nosie za obciach. Czytamy książki. Mamy kible spłukiwane wodą. I pralki. I lodówki. Wyznajemy religię która wzywa do czynienia dobra (z praktyką i wcielaniem przykazań w życie  bywa i bywało różnie...). Nasi artyści stworzyli niezrównane dzieła sztuki, obrazy rzeźby, mozajki... Nasi kompozytorzy stworzyli genialną muzykę. 

Siadamy w samolot i trafiamy w miejsca gdzie kwitnie kultura o kilka tysięcy lat starsza od naszej. I co widzimy? Brud, śmieci, plucie i oddawanie potrzeb fizjologicznych  w miejscach publicznych.

Widzimy ludzi którzy do dziś praktykują niewolnictwo, dla których poligamia i pedofilia są czymś zupelnie naturalnym. Trafiamy między ludzi którzy nie widzą nic złego w rytualnych okaleczeniach dzieci czy w uboju przez wykrwaweinie zwierząt. Którzy na codzień hołdują często kompletnie idiotycznym przesądom. 

Pojawia się pytanie - dlaczego niby mielibyśmy ich szanować czy okazywać poszanowanie dla ich zwyczajów, kultury, etc.? Bo starsza od naszej? Co z tego że starsza jeśli jest tak przeraźliwie gorsza?

Będąc tam gośćmi nie powinniśmy się wtrącać w ich sprawy, tego samoego powinniśmy wymagać gdy przyjadą do nas. Ale czy nie powinniśmy jako turyści dokumentować co się tam wyrabia i pokazywać u nas - jako ostrzeżenie co mogą soba reprezentować przybysze z tych krajów. Cejrowski to robi. Pokazuje i komentuje. Czasem dosadnie komentuje. Czasem delikatniej. 

***

Epoka kolonialna oznaczała bezlitosny wyzysk "zamorskich prowincji" i ich mieszkańców. Wiele problemów krajów III śwata ma swoje korzenie w tej epoce. Z drugiej strony - w połowie XX wieku kolonializm stracił już kły i pazury - dominowała raczej postawa skupienia się na misji cywilizacyjnej białego człowieka. Powstawały szkoły, szpitale, lotniska, linie kolejowe. Powstawała warstwa wykształconych tubylców którzy chcieli żyć jak w Europie - mieć szyby w oknach, lekarstwa, prysznice w domach etc. 

Chyba zbyt wcześnie biali ludzie wrócili do domu... 

 

 

 

  

O pluciu

Jest taka pisarka nurowska. Nie powiem - pracowita - napisała kilkanaście książek. Podobno nawet niezłych. Od jakiegoś czasu pani ta zamiast poświęcać się pracy zajmuje się opluwaniem aktualnej ekipy rządzącej. 

Szereg jej mocno kuriozalnych wypowiedzi widzieliśmy ostatnio w necie - a dziś czytam o jej kolejnym wyskoku...

https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/opinie/maria-nurowska-o-wyborcach-pis-prostacy-doły-społeczne-kupione-za-500plus/ar-BBNrXFt?ocid=spartandhp

Jak to widzę? Problemy z alkoholem ma w Polsce kikaset tyś ludzi. Siłą rzeczy i prawem statystyki część 500+ zostanie przechlana. Część posłuży zakupowi starych aut by rodzina mogła raz w tygodniu dotoczyć się do kościoła. A większość zostanie wydana na jedzenie, prąd, czynsze etc. Jakiś odsetek rodzin pojedzie pierwszy raz w życiu nad morze i bedzie wkurzać różnych celebrytów samą swoją obiecnością...  

A teraz kwestia zasadnicza - skąd się w Polsce wzięły te doły społeczne? Skąd ludzie biedni - choć niepijący? Skąd ludzie którzy kiedyś nie pili a potem nieoczekiwanie się stoczyli? 

Moim zdaniem za 90% patologii odpowiada bieda. Bieda którą w Polsce wywołano sztucznie i sztycznie sią ją konserwuje. Są rodziny które przed 500+ musiały wyżyć z jednej pensji - z przysłowiowych 1200 na rękę. Są ludzie którzy ubierali się przez lata wyłącznie w lumpexach. Którzy nigdy nie kupowali nic nowego w sklepach. Są i tacy których rodzice czytali, ale dla nich książka była już zbędnym luksusem i których dzieci wychowały się w domach bez książek.  

Nie wrzucam wszystkich do jednego worka. Przyczyny biedy są przeróżne. Zawinione i niezawinione. 

Sa ludze którzy za komuny skończyli szkoły zawodowe - byl ślusarzami, dekarzami, mechanikami pracownikami PRG-ów. Upadek komuny zostawił ich na lodzie. Człowiekowi ze wsi bardzo trudno zaczepić się w mieście - gdzie wynajem byle kawalerki kosztuje tyle ile za miesiąc pracy wezmą na rękę. Często ich wiedza była w mieście zbeda - genialny mechanik od "ursusów" ożywiający na wsi każdy trup traktora w mieście raczej nie miał czego szukać w warsztatach samochodowych. Czasem ze wsi po prostu trudno było wyjechać do roboty - bo trzeba było zająć się starymi rodzicami, czy młodszym rodzenstwem. Czasem i w mieście nie było zapotrzebowania na ich usługi - tam także zamykano zakłady. 

Są ludzie którzy mieli naście lat gdy komuna padała. Moje pokolenie. Nie było programów stypendialnych, szkoły przyzakładowe z internatami likwidowano. Młodzi ludzie czesto kończyli edukację na podstawówce. Niby były jeszcze zawodówki, technika, licea - ale często do miasta było za daleko, miasotwi krewniacy niechętnie udzielali gościny biednym krewnym. 

Powstawał zaklęty krąg wiejskiej biedy - gdzie 3 pokolenia żyły z cienkich emerytur i rent seniorów rodu, gdzie jedyna dostepna praca była ciężką fizyczną harówką na czarno i za marne grosze. Gdzie już nie dało się żyć z 2-3-4 hektarowych spłachetków ziemi. I gdzie najlepsze pomysły rozbijały się o twardą rzeczywistość strukturalnego bezrobocia. 

Setki tysięcy ludzi pogubiło się w tym wszystkim i potłukło jak szklanki... Powstała szeroka niejednorodna kategoria ludzi z różnych przyczyn wykluczonych. Rządy tuska dodatkowo to zakonserwowały - ten okres to budowa zbędnych stadionow za miliardy złotych a jednocześnie likwidacja połączeń komunikacyjnych z "polską B", zamykanie szkół (rza reżimu tuska zlikwidowano ok. 1800 szkół głównie filialnych szkół wiejskich na prowincji) i 800 tyś niedożywionych dzieci...  

Program 500+ jest głęboko niedoskonały ale daje społeczeństwu szansę na złapanie oddechu. Za tym powinny iść sensowne programy aktywizacji zawodowej, oraz ulg dla biznesu inwestującego w regionach zacofanych gospodarczo i społecznie. Powinna się rozwijać sieć dróg i połaczeń komunikacyjnych. Jeśli nawet spiszemy moje pokolenie na straty - powinna powstać szansa dla ich dzieci - stypendia, etc. Mozliwść odbycia stażów, zdobycia zawodu etc. Tego w zasadzie nie ma. To co jest organizowane nie sprosta zadaniom. 

*

Pisarz to zawód szczególnego zaufania społecznego. Pani nurowska jako pisarka powinna raczej upomnieć się o tych ludzi, a nie pluć na "wiejskich ćwoków".

Jak ja to widzę? Kobeta od lat obrazac się w kręgach i sferach. "Pani" z wielkiego miasta - chętnie podkreślająca swoje arystokratyczno- oficerskie pochodzenie snobizuje się na przedstawicielkę elity. Jednocześnie co chwila pokazuje swoją żałosną małość i skarlenie duchowe... Nienawidzi PiSu, nienawidzi biedoty, nienawidzi ludzi którzy przegrali, nienawidzi swoich bliźnich. Tych biedniejszych, czasem głupszych, gorzej ubranych, albo takich którzy ugięli się pod ciężarami jakich ona nawet nie umie sobie wyobrazić...  

Wiecznie syty nie zrozumie głodnego.  

Do poczytania..

Rocznicowo:

 

http://www.fronda.pl/a/wojska-sowieckie-jak-witali-je-nasi-zydowscy-sasiedzi,115477.html

 

W Wojsławicach ludzie zapamiętali to i owo - np. fryzjerkę żydówkę  i jej komentarze po wkroczeniu sowietów: "świnia Polska wreszcie zdechła". Ciekawe co sobie ta baba myślała o Polsce 3 lata później jadąc z getta w Chelmie do Sobiboru... 

 

I jak szybko ci wszyscy frajerzy witający sowietów uświadomili sobie że II RP przy wszystkich mankamentach była dla mniejszości narodowych rajem w porównaniu z ZSRR... 

o Cejrowskim

Głośno ostatnio o kolejnej inicjatywie skierowanej przeciw W. Cejrowskiemu.

200 osób (podróżnicy, publicyci, blogerzy etc) (szczerze powiedziawszy ŻADNE z tych nazwisk nic mi nie mówi...) wystosowało do niego apel żeby z większym szacunkiem traktował ludzi innych kultur.

 http://www.fronda.pl/a/podroznicy-do-cejrowskiego-prosze-przestac-obrazac-ludzi,115344.html

 https://www.facebook.com/hashtag/zszacunkiemprzezswiat?source=embed

 

Jak to widzę: po pierwsze uczestnicy akcji nie łapią róożnicy pomiedzy szacunkiem wobec przedstawicieli innych kultur a poszanowaniem. 

 

Po drugie: Cejrowski pokazuje rzeczywistość i komentuje. Komentuje to jak biały człowiek który jest przyuczny by się myć i by nie rzucać odpadków na podłogę, oraż żeby wokoło domu nie walały się śmieci.

 

Oczywiście wiem że sa białasy które się tego nie wyuczyły i już pewnie nie wyuczą ale to co w europie stanowi margines w wielu odwiedzanych przez niego miejscach jest normą... W programie o Etiopii mówi wprost o otoczeniu slumsów "śmietniczek". To i tak łagodnie - biorąc pod uwagę syf który tam panuje...

 

+++ Szarlota Pavel +++

Ano niestety...

 

http://kultura.dziennik.pl/artykuly/581186,szarlota-pawel-nie-zyje-komiks-kleks.html

do poczytania

na mocno u nas zapomniane święto podniesienia Krzyża

http://www.fronda.pl/a/krzyz-jezusa-dowod-na-historycznosc-naszej-wiary,115359.html

 

tu można sobie doczytać więcej na temat tabliczki Titulus - znalezionej wraz z Krzyżem przez cesarzową Helenę - śwetą kościoła prawosławnego....

http://viatech.biz/wstep.html

do poczytania

Artykuł wspomnieniowy o Wojciechu Witkowskim - autorze książek  przygodach pirata Rabarbara.

 

https://www.granice.pl/publicystyka/pirat-bardzo-romantyczny-wojciech-witkowski/826/1

O żydach

Nasz obraz dawnych stosunków niemiecko-żydowskich jest mocno zafałszowany i sformatowany przez doświadczenie shoah. Przez fakt że niechęć pomiędzy narodami w pewnym momencie przerodziła się w nienawiść i uzyskawszy akceptację organizmu państwowego eksplodowała rzezią. Wgryzienie się w temat daje obraz bardziej złożony.

Zacznijmy od postaw: dlaczego niemcy nienawidzili Żydów.

Przede wszystkim było to pokłosie luteranizmu – Luter Żydów nie znosił i napisał na ich temat szereg listów pasterskich. Pod wpływem jego nauk przez Europę przetoczyły się fale pogromów o wiele straszniejszych niż średniowieczne. O tym się nie uczymy w szkołach – a może powinniśmy? Liczba ofiar w XVI i XVII wieku sięgnęła setek tysięcy. Na terenie protestanckiej Skandynawii doszło do pierwszego shoah – nie przetrwał tam żaden Żyd, ani jedna gmina, ani jedna synagoga. W ich zbiorach praktycznie nie ma powstałych w Szwecji żydowskich książek lub rękopisów. Niszczono wszelkie ślady ich obecności. Wróćmy do niemiec.

Po drugie – odmienność. Pomijam stroje i religię – bo to oczywiste. Myślę że jednym z pól zadrażnień był język. Jidysz – będący de facto dialektem niemieckiego – jeszcze przedwojenni publicyści nazywali wprost: żargonem. Dla niemca słuchanie jidysz było trochę zabawne, ale przeważnie wkurzające – bo rozumiał 80%, jednak brzmiało to w jego uszach jak karykatura jego własnego języka, z innym akcentowaniem, pozamienianymi końcówkami, szeregiem słów zapożyczonych z języków innych. Dodajmy że szereg żydów – tych prostych - literackiego niemieckiego nie znał.

W filmie „Pociąg życia” pada zdanie: „niemiecki jest jak jidysz ale bez poczucia humoru”.

Po trzecie – patrząc obiektywnie w niemczech mniejszość żydowska faktycznie trochę "uwierała" autochtonów poprzez monopolizację całych branż gospodarki (to oczywiste) - ale także życia naukowego i kultury. (nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę - prawda?). O co chodzi z ta kulturą? Za co hitler nienawidził żydów? (pomijam teorie homoseksualne). Ano był młodym ambitnym malarzem - a malował sądząc po ocalałym dorobku całkiem przyzwoicie. Tymczasem w Monachium WSZYSCY marszandzi byli Żydami. I tylko jeden brał do galerii obrazy młodego Adolfa. (i tak skończył w getcie w Łodzi a potem w Birkenau...). Malarz-Żyd o porównywalnym talencie miał w Monachium znacznie łatwiej. Także dla tego że bogaci Żydzi u żydowskich marszandów kupowali dzieła malarzy Żydów. Hitler nie mógł się przebić we własnym kraju, we własnym mieście – miał poczucie że należne mu miejsce zajmują obcy. I nie on jeden… jeśli wierzyć jego wspomnieniom zawartym w „Mein Kampf” poczucie to było powszechne.

Po czwarte: niemcy uważali Żydów za tchórzy i dekowników. Uważali że gdy oni wykrwawili się na frontach I wojny św. Żydzi masowo migali się od służby. Czy to prawda? Nie wiem. 

Znam za to wyniki badań carskich komisji poborowych opublikowane w 1900 roku dla „kraju prywiślanskiego”. Komisje odrzucały 10% chrześcijan i ponad 20% żydów. Podstawowe kryteria odsiewu: zbyt niski wzrost (poniżej 155 cm.), skolioza, choroby płucne i wewnętrzne. Żydzi – należący do rasy starej są znacznie bardziej narażeni na wady wrodzone i choroby genetyczne. Do tego stanowiący biedniejszą część społeczeństwa – w większym stopniu narażeni byli na choroby cywilizacyjne – głównie krzywicę i gruźlicę. W Niemczech mogło być podobnie.

Pierwsza wojna światowa była hekatombą – każdy miał kolegów którzy poszli na front i nie wrócili. Jeśli Żydów pobór ominął i poległo ich statystycznie mniej - było to widać…

*

A teraz porównajmy: W Polsce przedwojennej antysemityzm mieliśmy w wersji soft - bo i ludzie u nas byli kompletnie inni. Nie ma w Polakach niemieckiej buty - którą tyle razy obserwowałem na kempingach czy na marinach. Nie było w nas aż takiego okrucieństwa - to już efekt zupełnie innego wychowania w rodzinach. Nie było instytucjonalnego szerzenia nienawiści - nasze harcerstwo uczyło zupełnie czego innego niż hitlerjugend.

Oczywiście polska łobuzerka biła żydów, z żydowska łobuzerka lała chrześcijan. Nowolipki to była strefa no-go gdzie polski andrus w cyklistówce w pojedynkę się nie zapuszczał. Regularne walki pomiędzy studentami KUL a studentami jesziwy w Lublinie opisał w swoich powieściach M.Wroński. Na uniwersytetach powstało getto ławkowe - korporacje studenckie były do żydowskich kolegów nastawione wrogo, a do wykładowców Żydów - niechętnie. Dlaczego? wśród studentów i absolwentów była mocna nadreprezentacja przedstawicieli tej mniejszości. tj. Żydzi stanowili około 10% populacji II RP a ok 25-30% studiujących. Skutkowało to później kolejną nadreprezentacją Żydów w niektórych zawodach wymagających wykształcenia wyższego. Lekarze, prawnicy, architekci w II RP to zawody w znacznej mierze opanowane przez tę mniejszość.

Nie doszukują się wszechświatowych spisków syjonistycznych można to łatwo wyjaśnić na dwa sposoby:

1) mamy przed oczami obraz ze „skrzypka na dachu” – biednych ale wesołych wiejskich Żydków z małych kresowych miasteczek. Ten obraz jest fałszywy - de facto większość polskich Żydów mieszkała w miastach - w tym bardzo wieeeelu w dużych miastach uniwersyteckich. Ogromna część klepała biedę jako pracownicy przemysłowi – ale ich potomkowie byli w lepszej sytuacji niż ci którzy musieliby do miast na naukę dojeżdżać. Mieli po prostu BLIŻEJ. Jeśli wśród mieszkańców Warszawy ok 1938 roku Żydzi stanowili ok. 40% to i na uczelniach siłą rzeczy było ich więcej niż by to wynikało ze statystyki liczonej dla kraju.

2) Oni od zawsze inwestowali w wykształcenie. Już 4-letnie dzieci chodziły do chederu uczyć się czytać i pisać. Siłą rzeczy każdy z nich znał kilka języków. W domu mówił w jidysz, w szkole po polsku, w synagodze modlił się i słuchał czytań po hebrajsku a wszelakie geszefty wymuszały znajomość języków obcych. Żydzi jako społeczność liczna ale in masse biedna - mieli silną presję poprawy swojego losu. Inwestowali w naukę indywidualnie swoje oszczędności ale byli szeroko wspierani przez swoje gminy wyznaniowe i bogatych przemysłowców. Do dziś obok Ormian to najlepiej wykształcona mniejszość w Polsce.

Nie znalazłem w literaturze ani przedwojennej prasie poszlak by przed wojną powstawały jakieś sitwy Żydów-Wykładowców faworyzujących Żydów-studentów. Trudno ocenić czy żydzi kamienicznicy stawiając nowe budynki wybierali architektów-pobratymców. Jednak wspomniana wcześniej nadreprezentacja jest faktem.

Oczywiście getto ławkowe to nie jedyny przykład niechęci. Hasło promujące sklepy spółdzielcze „swój do swego po swoje” – można było odczytać dogłębnie: wybieraj sklepy nieżydowskie… Żydzi nie byli przyjmowani do wielu polskich organizacji, chrześcijanie nie należeli do żydowskich. Żydzi do wejścia ustaw zakazujących uboju rytualnego monopolizowali także niemal całkowicie polskie rzeźnie i rynek mięsa (ciekawe jak "pozyskiwali" i sprzedawali niekoszerną wieprzowinę!?)

W wielu miastach istniały komitety antyżydowskie, czy np. Towarzystwo Odżydzenia Chełma - dziś same nazwy budzą naszą odrazę. Po prostu patrzymy przez pryzmat historii. Dla naszych przodków to była teraźniejszość. Bez świadomości tego co miało najeść. A codzienna koegzystencja nie była sielankowa.

Obok tego co normalne istnieje szeroka strefa cienia. Żydowscy fabrykanci wyzyskiwali robotników różnych wyznań. Żydowscy lichwiarze bezlitośnie zdzierali długi. Żydowscy sutenerzy sprzedawali kobiety do burdeli w Ameryce Południowej. Żydowscy bandyci rabowali i mordowali. Lektura przedwojennych konik kryminalnych drukowanych w prasie codziennej też daje do myślenia – był wówczas zwyczaj podawania nazwisk ustalonych sprawców przestępstw lub skazanych bandziorów. Są to bardzo często nazwiska „niepolskie”.

I z drugiej strony – malowano antysemickie hasła na murach. Leciały szyby u żydowskich krawców. I nie wybijały ich krasnoludki. Ale nie było u nas pogromów. Organizowano akcje nie kupuj u Żyda ale nie było jak w Niemczech bojówek HJ stojących przed żydowskimi sklepikami.

Podsumowując: nie ma co chować głowy w piasek. Koegzystencja w jednym kraju dwu odmiennych narodów próbujących zając tę samą niszę ekologiczno-społeczną musi rodzić tarcia. I w Niemczech i w przedwojennej Polsce konflikty z mniejszością żydowską były na porządku dziennym. Tylko że u nas i u nich sprawy potoczyły się diametralnie różnie. U nich była noc kryształowa - u nas przyjmowanie żydowskich uchodźców których nie chciały przyjąć Anglia czy USA. Jest taka książka „Zwyczajni Niemcy i holocaust” – opisuje reakcje niemieckiego społeczeństwa na mordowanie Żydów. W tym pomoc mordercom oferowaną spontanicznie przez takich zwykłych niemców – nie będących w SS, Gestapo czy NSDAP. Pomoc ta jeśli wierzyć autorom była powszechnym nieomal (co obrzydliwe) „naturalnym” odruchem. Co kompletnie szokujące – do oddziałów „czyścicieli” zgłaszali się przypadkowi mieszkańcy miast i miasteczek z prośbami by pozwolono im postrzelać do dawnych sąsiadów. By pozwolono im zabijać.

W Polsce takie zachowania w czasie wojny stanowiły absolutny i powszechnie potępiany margines. Tam były powszechne. Byliśmy i jesteśmy zupełnie inni. Na szczęście.