BLOG

wedrowycz banner1

Oraz utrwalony na kliszy

Tu są fragmenty niemieckiego filmu nakręconego w gettcie w Warszawie w 1942 roku. Co ciekawe film jest kolorowy.

 https://www.youtube.com/watch?v=25-r1-Gmqlw

Niektóre sceny są pozowane, w oryginalnym zachowanym materiale były powtarzane parokrotnie – jak ta z dziećmi przed sklepem mięsnym. Prawdopodobnie chciano nakręcić film propagandowy sugestywnie zestawić obrazy jak żyją sobie bogaci żydzi podczas gdy obok umierają z głodu biedacy. Z zamiaru tego ostatecznie niemcy zrezygnowali.

Tu jest program o tym co z getta zostało – historyk wspomina nawet o ŻZW

 https://www.youtube.com/watch?v=T1PnBHSCsCQ

Zostało niewiele – dzisiejsze miasto zbudowane na ruinach jest całkowicie inne.

Wrogie przejęcie

Wiele grup i organizacji przechodzi proces stopniowego wrogiego przejęcia. Zazwyczaj zbierają się gdzieś sensowni ludzie. Zakładają stowarzyszenie, fundację, forum internetowe, partię polityczną, uczelnię, klub, spółkę, firmę, gazetę. Prężnie działające towarzystwo przyciąga nowych członków. Wśród nich są ludzie sensowni, ale trafiają się też rozmaite czerwiki nastawione nie na wspólne budowanie czegoś fajnego ale raczej na to by ssać i wykorzystywać stworzone przez organizację możliwości. Czasem pojawiają się też jednostki będące czynnikiem rozkładu.

Sojusz pierwszych z drugimi prowadzi do zaburzenia pierwotnej hierarchii gwarantującej sprawność i wydajność w realizacji podejmowanych zadań. Zamiast tego postępuje proces tworzenia się sitw i koterii – stopniowo coraz mocniej cierpi na tym siła środowiska… W którymś momencie członkowie założyciele spostrzegają że w ich organizacji są ludzie z którymi trudno się dogadać. Albo których postawa i filozofia życiowa sa trudne/niemożliwe do zaakceptowania. albo w towarzystwie których czują się niekomfortowo lub zgoła muszą uważać co mówią! Czasem umiemy wskazać palcem. "gdy dołaczył się ten a ten wszystko się zaczęło psuć" czasem ten proces przebiega prawie niezauważenie. Czasem ilość niszczycieli musi przekroczyć pewną masę krytyczną. 

To jest moment na dokonanie interwencji. „Czystki”. Na wytłumaczenie jednemu z drugim że nie pasują do tego miejsca. Że mają się wynosić bo nie będzie zgody na niszczenie tego co wieloletnim wysiłkiem zbudowali inni. Niestety bywa i tak że nowe struktury zarastają jak pleśń stare. Że w obronie rozpanoszonego chamusia podnoszą się liczne głosy nawołujące do tolerancji czy akceptacji wybryków. Nowi ludzie zaczynają się szarogęsić, pomiatać starymi, a do tego knują i intrygują.

W którymś momencie nadchodzi odpływ. Czujemy że miejsce które kiedyś było dla nas polem spokojnej pracy i ciekawego życia towarzyskiego oraz strefą gdzie realizowaliśmy się w pracy społecznej, stało się nam obce lub zgoła wrogie. Że już nie jest nasze, nie jest nawet wpólne. Zaczyna się głosowanie nogami…

Pozostaje smutek i żal. Smutek po tym co było fajne ale zostało podeptane przez jakieś rozpanoszone gówniarstwo. Żal że ci którzy mieli pilnować porządku tak bardzo zawiedli…

O niewytrzeźwieniu

Był sobie urzędas pracujący dla komisji europejskiej - spec od praw człowieka i azylantów. 

Miał córkę jedynaczkę studentkę medycyny. Córka miała pecha - gdy wracała do domu imigrant z afganistanu napadł ją, zrzucił z roweru, pobił, zgwałcił a na koniec jeszcze żywą wrzucił do rzeki w której utonęła, a sam odjechał na jej rowerze. 

Reakcja ojca? założył fundację wspierającą integrację obcokrajowców a z okazji pogrzebu córki zamiast o kwiaty poprosił o datki na azylantów...  

*

Można to rozpatrywać jako heroiczny akt przebaczenia i miłosierdzia w myśl chrześcijanskiej idei "zło dobrem zwyciężaj".

Mi się jednak wydaje że to efekt kompletnego wyprania mózgu...  

o sprawie pisze też portal euroislam 

https://euroislam.pl/nagroda-dla-rodzicow-studentki-zabitej-przez-azylanta/

jak trzeźwieją czerwoni idioci

Nigdy nie myślałem że podlinkuję na moim blogu jakikolwiek tekst czerwonych debili z "Krytyki politycznej". Ale w nocy przeczytałem co piszą i wzruszyłem się - komuszki o zabetonowanych mózgach oberwały rzeczywistością tak mocno aż niektórym na moment spadłly czerwone okulary. Trzeba to uczcić...

http://krytykapolityczna.pl/swiat/rachunek-strat-niemieckie-potyczki-z-uchodzcami/ 

i dla równowagi żebyście nie myśleli że to przetrzeźwienie jest trwałe: typowy lewacki bełkot modnej pisarki z tego samego forum...

http://krytykapolityczna.pl/felietony/kinga-dunin/zgwalcony-rok-milosierdzia/ 

ciekawe jak by zareagowała gdyby "ubogacenie kulturowe" dotknęło ją albo jej bliskich.

 

jak wygrałem

Moja historia... 

Miłem na koncie kilka pierwszych opowiadań sprzedanych gazetom. Cool. miałem też kupę takich które gazety by może i wzięły ale redaktorzy marudzili że czasopisma nie są z gumy i nie zmieszczą. Złożyłem pierwszy zbiór o Jakubie - książkę - 300 stron. Zrobiłeem wydruk  (to nie było wtedy łatwe) nalepiłem znaczki - przesłem maszynopis. Mija osiem może dziesięć miesięcy - zaproszenie na rozmowę. Rozmowa średnio konkretna zaoferowana stawka i sugerowany nakład kompletnie dziadowskie. 

Trudno się gada z idiotami. 

Drugie wydawnictwo - teoretycznie poważniejsze - pół roku czytali. Potem rozmowy. Stawka podobnie dziadowska - ale zazwyczaj ich dystrybucja jest lepsza. Ergo: szansa. 

Tylko że chcieli to wydać nie jako fantastykę ale w niszowej serii "współczesna proza polska". Stanąłem okoniem. Redaktor się obraził. Książkę przejął inny dział.

Wwreszcie finał róozmów: Dziadowska zaliczka i umowa że wydadzą w ciągu ...pięciu lat. (obiecywali że to tylko formalny zapis i za kilka miesięcy książka będzie). Po dwu latach(!!!!) nie było jeszcze zrobionej redakcji. "Pani szefowa" na protesty oświadczyła: "nie podoba się oddaj zaliczkę i won". Oddałem zaliczkę - wybrałem won. 

W tej samej firmie podobnie potraktowany wybrał "won" agent jakiejś tam Rowling. 

Minęły dwa lata z hakiem. Nie było widać perspektyw ale ciągle pisałlem trochę - do czasopism, a głównie do szuflady. Miałem już półtora tysiąca stron znormallizowanych (jakieś 2,5 miliona znaków) prozy której nikt nie chciał. Przepisałem z rękopisów i podopieszczałem "Norweski dziennik" i też bym go chętnie wydał. Bez szans. 

Trzecie wydawnictwo - może by i wydali. Redaktor od fantastyki zna wędrowycza, przeczytał maszynopis "dziennika" - jest pod wrażeniem ale zdradził mi po cichu że firma dołuje - może wydadzą jedną książkę z proponowanych trzech ale zaraz potem ich nie będzie. Wycofaem maszynopis scenariusz sprawdził się w ciągu roku co do joty. 

Czwarte wydawnictwo... Byłem troche zdesperowany. Pod mieszkaniem mojego dziadka była wypalona kawalerka do kupienia za grosze. Remonować coś umiem - z mała pomocą kuzyna dałbym radę to ogarnąć. Wysłałem wydawcy propozycję: wypłacicie mi 40 tyś gotówką za 2 miliony znaków a ja oddaję wam oddaję prawa na 3 lata - ile natłuczenie - WASZE. Odpisał mi sam główny szef. Pisał że zna moje teksty z Fenixa i Fantastyki i że to bardzo dobra propozycja tylko że wydawnictwa własciwie już nie ma - właśnie popłynął i wchodzi mu komornik. 

Piąte wydawnictwo. Dają 3k zaliczki. umowa przewiduje że książka ukaże się w ciągu 6 miesięcy. Robią okładkę (taka sobie - choć z pomysłem) robią częściową redakcję. I plajtują. Nie wydali, ale zaliczka zostaje. I do dziś ich lubię. 

W międzyczasie wysyłałem maszynopisy do kilku wydawnictw poza branżowych. Olewka totalna. Prawie nikt nie raczył odpisać. Jedni po przeczytaniu maszynopisu orzekli że ładne ale niekomercyjne. Drudzy o tej samej książce powiedzieli że drukują literaturę piękną a moja to czysta komercha... 

Jesienią 2001r spiknąłem się z "Fabryką Słów". Gdy zaczynałem chodzić po wydawcach był rok 1997. Publikacja nastąpiła zimą 2001/2002. 

5 lat straconych przez głupotę redaktorów. 


dodam: w tym czasie sam odwaliłem całą robotę reklamową - puściłem kilkadziesiąt tekstów w czasopismach i zinach konwentowych. Ludzie mnie kojarzyli na spotkaniach były non sto pytania "kiedy książka o wędrowyczu". Fabryka przyszła na dobrze przygotowany grunt. 

Napisałem też w tych latach trzy powieści ("Czarownik Iwanow", "Hotel pod łupieżcą" i "Największa tajemnica ludzkości") - których nikt nie chciał. (tej ostatniej może i słusznie nie chciał). I dwa tomy "Operacji dzień wskrzeszenia" - które wysłałem do kilku wydawnictw młodzieżowych z propozycją "to jest próbka dwa pierwsze tomy cyklu 12 - 16 - tomów. Chcę 4 tyś za maszynopis, dostarczę 4 maszynopisy rocznie, prawa macie na 5 lat ile natłuczenie, sprzedacie, zarobicie - WASZE". Odpisał mi jeden - potentat w branży - "książka fajna ale żądania finansowe kompletnie nierealne". 

Opróc cztego pisałem też rocznie 3-5 tomów kontynuacji Samochodzika i z tego żyłem.

Miałem parę w rękach, miałem pomysły, miałem wizję że zostanę pisarzem. 

*

W chwili gdy ukazał się pierwszy wędrowycz (tj. po 4-5 miesiącach od premiery) pewne spore wydawnictwo próbowało mnie podkupić.

Dostałem też w ciąg kolejnych 4-5 lat meile od wszystkich (jeden wyjątek) niedoszłych wydawców - utrzymane w duchu "kochany mistrzu popełniliśmy kiedyś tragiczną pomyłkę". 

Przychodziły też meile od redaktorów którzy rozstawszy się z dotychczasowymi pracodawcami próbowali zakładać własne wydawnictwa. Jeden tłumaczył że jego były chlebodawca był za głupi by mnie docenić a on zawsze był po mojej stronie... (ech - ciut inaczej to zapamiętałem).

Judasz rekordowy co chciał przyjść na gotowe zaoferował solidny worek srebrników żebym olał "Fabrykę" przeszedł do nich.

*

Zasadniczo wygrałem - bo wierzyłem w moje gwiazdy.

pisałem - choć w latach 90-tych nie było zbytu na to co powstawało.
pisałem - choć wszyscy w branży mi tłumaczyli że nie da się żyć z fantastyki.

gdybym wcześniej znalazł wydawcę - pewnie mniej napisałbym fuch i krócej bawił w dziennikarza - za to powstałoby więcej mojej oryginalnej prozy. Ciężko się pisze z poczuciem że wydawcy branżowi to banda ćwoków którzy mają człowieka w d...

Fabryka Słów gdy weszła na rynek nie miała problemu ze skompletowaniem stajni bardzo mocnych autorów. Myślę że 2-3-4 lata wydawali głównie to co ludzie mieli po szufladach. To co odrzucili "potentaci".

(z rozmów z kolegami wiem że w paru przypadkach tak było).

Powtórzę: 5 straconych lat. Straconych przez ćwoków których zrobiono redaktorami. 

w jednym przypadku straconych przez ćwoków którzy spuścili ze schodów agenta Rowling... spuścili gdy na zachodzie po II Tomie Harrego było już wiadome że dmuchają w to wieką kasę na promocję i będzie hicior grubszego kalibru.

Wygrałem. 

robię to co chciałem. 

Sprawa gwałtu w Miłoszycach

Policja ma kolejnego podejrzanego - feralnej nocy pracował na dyskotece jako ochroniarz. 

https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/kim-jest-norbert-b-podejrzany-o-zbrodnię-za-którą-skazany-został-tomasz-komenda/ar-AAABZU2?ocid=spartanntp#page=1

Policjanci podejrzewali go już wówczas. Badania DNA wykluczyły go z kręgu podejrzanych. Jego zeznania sa jednak dość niespójne. 

On sam twierdził że był regularnie zastraszany telefonami po tym jak w rozmowie z dziennikarką "wybiórczej" podał nazwiska dwu uczestników imprezy: synów miejscowego policjanta i miejscowego biznesmena...

Ustalono że dwaj męzczyźni którzy wtargnęli do jego samochodu i go dusili byli policantami. 

Wiadomo że dziewczynę  zgwałciło 2 lub 3 sprawców.  

*

Nadal nie bardzo chce mi się wierzyć w niewinność T.Komendy... 

I jeszcze jedno - czapka kominarka którą znaleziono na miejscu zbrodni - czy była jego czy nie? Pies policyjny rozpoznał ją podczas próby zapachowej. Czy wykonano badania DNA tego dowodu? (obecnie jest to możliwe - pozyskuje się DNA z pojedynczych włosów a nawet komórek naskórka wyzolowanych spomędzy włókien tkaniny).  

Ładne

https://www.youtube.com/watch?v=YDLPQMRXG2w

Uczelnie wolne od gender?

chyba warto spróbować.

 

https://www.citizengo.org/pl/ed/165926-koniec-finansowania-gender-na-polskich-uczelniach

O honorze

W Polsce spocznie baron Joseph Michael Hubert von Unruh znany bardziej pod polskim nazwiskiem Józef Urung – pruski arystokrata, oficer pruskiej marynarki wojennej. Po 1919-tym roku zamieszkał w Polsce i zajął się organizacją naszej floty. O 1932 roku admirał marynarki wojennej. We wrześniu 1939 dowodził obroną polskiego wybrzeża. Dopiero 2 października widząc bezsens dalszej walki poddał ostatnią redutę – region umocniony Hel.

Po kapitulacji hitlerowcy zaproponowali mu stanowisko admirała Kriegsmarine. Odmówił i poszedł wraz ze swoimi żołnierzami do niewoli. W czasie rozmów o kapitulacji i pobytu w niewoli konsekwentnie odmawiał mówienia po niemiecku. Po wojnie osiadł na emigracji i zmarł w Wielkiej Brytanii. Do końca życia uważał się za Polaka.

Zaniedbany front

Lewica od lat wygrywa wojnę o świadomość Polaków (oraz innych narodów) bo solidnie okopała się na polu kultury. To niezwykle ważny front w wojnie o przyszłość Polki, Europy, świata… Rządzący nami PiS-owcy na czele z ministrem kultury kompletnie tego nie rozumieją. Co więcej nie rozumie tego Kościół ani rozmaite mniejsze grupy i organizacje prawicowe.

O tym jak totalnie władza nie rozumie skali problemu świadczy prosty fakt: Do tej pory nie zniesiono vat na książki – co powinno być pierwszym posunięciem po odzyskaniu władzy. Nadal nie widać żadnych prób odbudowy sieci księgarni zniszczonej za rządów PO.

Kościół i prawica totalnie zaniedbały sprawy młodzieży. I na tym polu klęska będzie szczególnie dotkliwa. Nie mamy nic. Brak ogólnopolskiego miesięcznika młodzieżowego (o tygodniku nie wspomnę) o profilu katolickim a zarazem atrakcyjnego pod względem treści. Brak katolickiej powieści młodzieżowej (dla małych dzieci jest sporo prościutkich kolorowych książeczek) – coś tam niby sporadycznie powstaje, ale nie przebija się do świadomości ogółu. Nie ma książek które połączyły by sztukę formacji intelektualno-moralnej z atrakcyjną fabułą. Nie ma fajnych książek do poczytania które stały by się przeżyciem pokoleniowym. Nie ma nawet pisarzy którzy byliby w stanie to napisać – a jeśli są – nikt nie potrafi ich odnaleźć. Nie ma nawet jednego wydawnictwa które konsekwentnie kolonizowałoby ten sektor rynku.

Młodzieżowe czasopismo literacko-historyczno-społeczne o zasiągu ogólnopolskim będące trampoliną do stopniowego wylansowania literatów prawej strony. Sprzężone z tym wydawnictwo publikujące kilka – kilkanaście fajnych książek miesięcznie. Ogólnopolska dystrybucja. Program kolportażu – tak by po jednym numerze trafiało do każdej biblioteki i biblioteki szkolnej. Być może skromny program stypendialny dla początkujących twórców. Być może powstanie wytwórni filmowej która zekranizowała by wybrane najlepsze pozycje. I ulgi podatkowe zanim się wszystko odpowiednio rozkręci.

Wystarczy kilka może kilkanaście milionów złotych na początek. Państwo które radośnie wywala w błoto ciężkie miliardy nie jest w stanie zauważyć tych potrzeb.