z kuźni

A potem jak się amunicja skończyła były te rozmowy w ONZ i decyzja że trzeba się nieziemcom poddać. Przykra sprawa ale co poradzić… Planeta skapitulowała. Kosmici zaraz przylecieli do ważniejszych miast przejmować sprawy, ale na prowincję początkowo się nie zapuszczali… Sam początek ich rządów odznaczał się terrorem i bezwzględnością. Obcy wyłączyli internet a w TV zostawili tylko jeden program. Radio w ogóle umilkło. W dodatku nieziemcy pojeździli po hurtowniach i skonfiskowali połowę zapasów alkoholu, podobno do płukania silników swoich pojazdów. Tyle dobrze że kobiet nie gwałcili bo jak gadano nie mieli do tego odpowiednich narządów, albo może nawet mieli, ale marne i wstydzili się przy ziemiankach na wierzch wyciągać…

/.../

O sobie najeźdźcy mówili niewiele. Twierdzili że ich cywilizacja opanowała planety krążące wokół gwiazd znanych ziemianom jako Warkocz Bereniki, a ziemię pobijają bo można tu zrabować dużo aluminium, które się im przyda. Ci którzy przyjeżdżali ze stolicy rzecz potwierdzili. Od nieziemskich żołnierzy patrolujących miasto za kilka puszek po piwie można było to i owo wyhandlować. Wójt nawet oglądał te skarby. Fikuśne zegarki co na tarczy miały nie dwanaście godzin a czterdzieści jeden. /.../ Najciekawsze z tego galaktycznego barachła były kryształy pamięci z nieziemskimi pornosami, ale tylko obrazki na obwolutach pooglądali bo same kryształy były za duże i za grube, nie pasowały do ziemskich komputerów, a adapterów ani przejściówek z braku netu nie szło kupić.

Sołtys do problemu inwazji podszedł spokojnie ale i odpowiedzialnie. Przede wszystkim trzeźwo oceniając swój doktorat z gender studies postanowił się dokształcić historycznie. Przez bite dwa tygodnie czytał pożyczone z biblioteki książki o różnych okupacjach. Chciał się choć trochę duchowo przygotować na to co nieuniknione. Jako gospodarz gminy i jej formalny przywódca musiał także zasięgnąć informacji jak okupantów kiwali nasi przodkowie i na tej podstawie obmyślić plany coby obecnych najeźdźców też koncertowo zrobić w balona. /.../

Konspiracja powołana do życia przez dyrektora szkoły, historyka i wuefistę szybko rozpadła się na trzy drące koty frakcje ideologiczne, a potem w ogóle na trzy dyszące do siebie nienawiścią organizacje. Z frekwencją w oddziałach też było nienadzwyczajnie. Młodych ludzi początkowo przyciągała wizja biwaków w lasach, oraz obietnica że będzie sobie można powalić z prawdziwych spluw. Niestety przez dwa tygodnie ćwiczeń wystrzelali po wzgórzach cały zapas amunicji. Brak wroga do zwalczania miał negatywny wpływ na morale. Ten i ów wprawdzie przebąkiwał że z braku nieziemców można by postrzelać do siebie nawzajem i oczyścić wreszcie gminę z przeciwników politycznych, ale na szczęście brakowało nabojów dla przeprowadzenia takiej akcji. Ostateczny kres partyzantce położyła aura. Mokra jesień i równie paskudna zima skutecznie zniechęciły młodzież do błąkania się po lasach.

W ogóle początkowo w miasteczku wszystko płynęło swoim utartym trybem. Przybycie kosmicznych okupantów jakoś się odwlekało i odwlekało. Aż do dzisiaj.

-No i kobyłka u płota – burknął widząc że UFO pulsując światełkami opadło na skwerek przed urzędem gminy./.../ 

-Ale przywitać chyba trzeba. Tylko spokojnie i bez pośpiechu. Miejmy swoją godność. Skoro oni tyle czasu olewali swoje okupacyjne powinności to i ja nie będę gnał na złamanie karku!

-Dawniej kolaboranci na powitanie wrogich armii budowali bramy triumfalne… - zauważyła sekretarka.

-Mamy coś takiego? – ożywił się wójt.

-Niestety nie. Zapewne z braku kolaborantów… Ale przodkowie Piotrowskiego – przyciszyła głos. – Oni stawiali bramę sowietom w czterdziestym czwartym, babcia opowiadała.

-Ale tym razem jakoś się nie postarali – westchnął na wszelki wypadek spoglądając kontrolnie przez okno. Niestety bramy na trawniku nie było ani na lekarstwo. – Wszyscy w tej gminie olewają swoje obowiązki… - westchnął rozżalony. – A potem coś się przytrafi to do mnie po ratunek biegną. Jak sarenki do wodopoju…

/.../

                -Dzińdobrerek szanowni najeźdźcy – urzędnik nie bardzo wiedział czy wypada wyciągać dłoń na przywitanie więc zasalutował. – Marek Kwiatkowski, jestem tu wójtem…

                -My porucznik Vold345 informujemy że na podstawie aktu bezwarunkowej kapitulacji planety z dnia trzeciego października bieżącego roku, obejmujemy pod zarząd okupacyjny okrąg administracyjny A987/412 – wyszczekał obcy przez umieszczony na ramieniu translator.

                -Ku chwale cywilizacji gwiazdozbioru Warkocza Berniki – odburknął wójt ponownie niedbale salutując.

                Olewają nas – pomyślał z pewnym smutkiem. – Nawet sowieci przysłali do okupacji gminy majora, a ci ledwie jakiegoś porucznika…    

Zapadła krępująca cisza. Wójt przemógł się pierwszy.

-/.../ nie dostałem żadnych instrukcji co i jak. I teges, na przelew pensji czekam już drugi miesiąc. U nas na Ziemi taki zwyczaj że kto okupuje ten łupi podbity kraj ale też ponosi koszta administracyjne…

                -Środki finansowe zostaną przelane na konto wraz z odsetkami umownymi natychmiast po unormowaniu spraw włączenia waszej planety do systemu walutowego naszych kolonii.

                -Czyli tak konkretnie to kiedy?  

                -Przeważnie zajmuje to, wedle waszej miary czasu od siedmiu dni do dwunastu lat.

                -No faktycznie pięćdziesiąt okupowanych planet to jest robota administracyjna, nie w kij dmuchał... Jak do gminy przyłączyliśmy cztery sołectwa też był burdel w papierach przez trzy lata… - pokiwał głową.

Ale w duchu zatarł ręce i nawet prawie się ucieszył że galaktyczni biurokraci okazali się braćmi w rozumie urzędasów ziemskich.

Biurwa biurwie łba nie urwie – przypomniał sobie przysłowie sięgające korzeniami jeszcze czasów głębokiego PRL-u.