Goło ale niewesoło...

W PRL-u słyszało się o plażach nudystów vel naturystów. W kraju było ich kilka. Choć komuna była dość pruderyjna przymykała trochę oko. Jedne działały legalnie i oficjalnie. Inne nielegalnie. Milicja niby to ganiała nagusów – ale chyba bez większego przekonania… Więcej uwagi poświęcano innym subkulturom.

Ludzie wracający z zagranicy przywozili wieści jak to wygląda gdzie indziej. W krajach EWG „nagich” plaż było więcej. W krajach RWPG – różnie. Np. w Bułgarii niektóre plaże nudystów nie były koedukacyjne. Można było się opalać nago ale z zachowaniem moralności - kobiety na lewo mężczyźni na prawo…

Idea naturystyczna nigdy mnie nie pociągała ale też nie budziła zgorszenia. Naturystów traktowałem zawsze z życzliwą obojętnością. Uważałem że skoro są ludzie którzy chcą zażywać słoneczka całą powierzchnią ciała to jaki sens im zabraniać?

Ostatnio złapałem się na myśli że to już chyba ostatnie lata „nagich” plaż. Z jednej strony naturystom coraz realniej będzie zagrażała islamizacja kontynentu. I mam tu na myśli ryzyko ordynarnej agresji fizycznej. Z drugiej strony w ruch golasów uderzy miniaturyzacja kamer i urządzeń rejestrujących. Trochę co innego zakosztować wolności i wypiąć swobodnie zadek do słoneczka a co innego ryzykować że zostanie się przy tym gwiazdą internetu…

Czy na naszych oczach zaniknie kolejna sfera wolności?