BLOG

wedrowycz banner1

Czy chcemy?

Kulturę islamu całkowicie i nieodwracalnie dyskwalifikuje pięć zjawisk sankcjonowanych przez Koran, które w wielu krajach muzułmańskich a powszechne, a obecnie wraz z falą tzw. „uchodźców” zagościły w Europie.   

-Pedofilia

-Niewolnictwo

-Obrzezanie kobiet

-Mordy „honorowe”

-Ubój rytualny zwierząt

Czy chcemy żeby takie rzeczy działy się na naszym osiedlu, przy naszej ulicy? 

*

Są politycy którzy chcą. Są politycy którzy nie chcą. Zanim oddamy głos - sprawdźmy. Głosujmy śwadomie. 

rozważania ogólnocywilizacyjne

Biali ludzie zbudowali cywilizację europejską.

Śniadzi ludzie w Indiach zbudowali swoją

Azjaci (tacy żółci) zbudowali kilka własnych

Indianie też stworzyli państwa Inków i Azteków.

Czarni ludzie cywilizację mieli w Beninie

Ergo: Biali mieli najciaśniej więc swój teren zagospodarowali i ucywilizowali najdokładniej.

Na pozostałych kontynentach było "luźniej" więc tam cywilizacja istniała w postaci wysp i wysepek.

Makura, Alodia, Nobadia, Etiopia w średniowieczu były normalnymi krajami z chrześcijaństwem, traktatami teologicznymi, dyplomacją, sztuką na bardzo wysokim poziomie. W Beninie było gorzej - własnego alfabetu się nie dorobili ale np. odlewali brąz. A wokoło (tj. reszta afryki) była jeszcze epoka kamienia.

Inkowie mieli wodociągi, drogi bite, system opieki społecznej, etc. ale obok rozciągała się dżungla gdzie żyły kompletne dzikusy.

Azja południowo-wschodnia to rozwinięte kraje o wyrafinowanej cywilizacji podczas gdy Syberia czy strefa stepów to dzikie ziemie...

Czasu od stworzenia świata (ew, od zejścia z drzewa) mieli wszyscy tyle samo. Jedni zbudowali cywilizacje, inni skupili się na rozwalaniu cywilizacji sąsiadów. Były narody które istniały ale jakoś skapcaniały i zniknęły. Bywało i tak że przyszły liczne hordy dzikusów i zaorały dany kraj (przykład chrześcijańskiej Nubii zniszczonej przez islam).

kto wygrał?

widzę to tak - by wygrać w wyścigu cywilizacyjnym potrzeba:

-łatwego dostępu do żywności. Jak musimy zapierniczać z łukiem po stepie cały dzień to maaasę czasu stracimy za zdobycie żarcia by przetrwać. Jak raz na pół roku idziemy by opodal wiosko przez tydzień ścinać dzikie zboża i to nam daje chlebuś na 6 miesięcy - to mamy czas na sztukę, filozofię, etc.

-łatwego dostępu do surowców. Jak z co bardziej kolorowych skał nauczymy się wytapiać brąz a do tego mamy jeszcze drewno by to robić a potem siekierami z brązu obrabiamy belki na stropy chat...

A jak mamy i metale i żarełko - albo możliwość łatwej wymiany metali na żarełko... to tworzymy starożytny Egipt czy Grecję antyczną... A jak mamy miecze z brązu to możemy pogonić kota dzikusom którzy mają kamienne siekierki i rozwijać się dalej.

Do tego warto mieć sensowną religię która nie nakłada zbyt wielu tabu, która hamuje trochę radosne bzykanko każdego z każdą - stawiając raczej na wartości rodzinne, która nie demoluje populacji przez składanie krwawych ofiar. Która potępia różne patologie - w rodzaju porzucania dzieci co w starożytnej Grecji było nagminne.

Oczywiście były lepsze i gorsze miejsca do budowy cywilizacji - np. starożytni Grecy mieli warunki cool. Dobry klimat, zwierzęta pociągowe, wyspy do pewnego stopnia chroniące przed najazdem plemion z głębi lądu oraz - co bardzo ważne - geologia była po ich stornie bo wyspy greckie to gigantyczne pole wulkaniczne zdemolowane przez procesu górotwórcze i zalane morzem. Krótko byłem na wyspie Milos - ale po kolorach skał widać ile tam rozmaitych rud metali - w zasadzie na powierzchni.

Czytałem kiedyś esej że bardzo ważnym czynnikiem cywilizacyjnym były zwierzęta juczne i pociągowe - europejczycy mieli konie i nauczyli się kastrować byczki by uzyskać woły - silne jak piorun a w miarę łagodne... Czy Inkowie przegrali bo mieli tylko lamy (od biedy zwierzę juczne ale nie pojeździsz). Czy Murzyni przegrali bo nie udomowili zebry?

Myślę że ważnym czynnikiem były choroby i pasożyty. W krajach tropikalnych jest tego po prostu o wiele więcej.

Może Murzyni przegrali bo mieli bardzo długo pod górkę. Pola - do wykarczowania w dżungli, regularne susze niszczące zasiewy, masa robactwa, choroby dziesiątkujące populacje etc. Bo w Etiopii gdzie klimat jest lepszy, robali mniej, surowce mineralne pod ręką ci sami "Czarni" się odgryźli. Odgryźli się do tego stopnia że wysyłali delegacje na sobory powszechne a w Jerozolimie utrzymywali "od zawsze" swoją ambasadę.

może po prostu tym z Kongo zabrakło warunków a tym z Nigerii (Benin) zabrakło czasu?

czego zabrakło Indianom z Ameryki Północnej? być może łatwych w uprawie zbóż dających kontrolę nad zasobami pożywienia i możliwość zrobienia zapasów na gorsze okresy?

***

Badania średniej IQ różnych ras to ciekawy temat.

Ale myślę ze nawet jeśli inteligencja wiąże się z genami to sporo da się nadrobić edukacją i pracowitością.

Edukacja wymaga warunków startowych.

Kluczowe wydaje mi się też wychowanie do edukacji i pracowitości.

Mieszkając na Szmulkach miałem pełen przekrój.

Mi rodzice tłuki do głowy ze liczy się edukacja - dobre oceny - liceum - studia. Warto być inteligentem.

Moim kolegom z rodzin robociarskich tłuczono: nauka w liceum to g... masz olej we łbie idź do technikum, jak ci oleju brakuje zostań budowlańcem będziesz kładł kafelki inteligentom i w tydzień zarobisz tyle co profesor. Nawet ja jesteś trochę głupszy - warto być wykwalifikowanym robolem. (czyli szacunek do pracy i umiejętności zawodowych ale nie do nauki jako takiej. może to i zdrowe?)

Cyganom rodzice tłukli do głowy: szkoła to wymysł gandzich żeby nas udupić, a co do pracy i zawodu chodź do piwnicy bloku po drugiej stronie ulicy - nauczę cię synu jak otworzyć każdą kłódkę mokrym ręcznikiem...

(przerysowuję oczywiście)

Materiał ludzi był jaki był. widziałem u wielu "kolegów" chęci by iść na skróty...  :roll:

***

Murzyni w USA dzięki akcji afirmatywnej łatwiej dostają się na studia.

Przypominam: MY TEŻ MIELIŚMY COŚ PODOBNEGO.

Za komuny.

Wypełniając papiery do liceum w roku 1989-tym miałem jeszcze rubrykę "pochodzenie społeczne".

(to mogły być formularze drukowane "na zapas" kilka lat wcześniej)

Ergo: dzieci robotników i chłopów miały za komuny łatwiej. Umiemy prześledzić efekty tego eksperymentu?

Teoria a praktyka...

masa rzeczy na papierze i w teorii wygląda fajnie po czym zderza się ze skarleniem ludzkiego ducha i zdycha w konwulsjach...

Praktyka wskazuje że pewne rzeczy teoretycznie dobrze działające mogą zadziałać w rzeczywistości pod warunkiem znalezienia odpowiednio silnych jednostek które będą je wdrażały. Wodzów posiadających odpowiednią charyzmę by inni zdecydowali się z własnej woli zaufać i iść za nimi. 

Przedwojenny eksperyment społeczny jakim była spółdzielnia w Liskowie. Ksiądz-społecznik w 37 lat lat z wielkiego slumsu zasiedlonego bandą zapijaczonych kmiotów-analfabetów zrobił wieś z basenem, kanalizacją, chodnikami, latarniami, 3 szkołami średnimi etc. 

http://www.archiwum.kalisz.pl/wystawy-on-line/wzorowa-wies-liskow-i-jej-tworca

Poszedł pod prąd i wszystko m się udało. 
kłopot w tym że nikt jego sukcesu nie powtórzył.

*
Jak to widzę: 

Socjalizm opiera się na strachu. Każdy z nas boi się że sobie nie poradzi, że coś mu się przytrafi, że zginie, że zostanie kaleką. socjalizm obiecuje lekarza za darmo, renty, emerytury i zasiłki dla bezrobotnych - w zamian żąda części wypracowanych dóbr. Kłopot socjalizmu to błyskawicznie rosnąca kadra urzędnicza - przy czym znaczna część urzędników ma pilnować ludzi - po pierwsze żeby nie ukrywali części dochodów. Po drugie żeby nie cwaniaczyli i nie ciągnęli nienależnych świadczeń. Co tragiczne urzędnicy nie tylko pasożytują ale i sami cwaniaczą - kierując przepływ gotówki do krewnych i znajomych... 

Kapitalizm opiera się na naturalnych instynktach. Zarób, zgarnij do kieszeni, kup sobie co potrzebujesz. Koncentruje się na zaspokojeniu potrzeb własnych. Altruizm i pomoc innym - tak - ale raczej nie kosztem własnej rodziny. Kapitalizm sprzężony z religią daje dobre efekty - bo religia tępi mu wilcze kły. Mieszkańcy kapitalistycznego USA przodują jeśli chodzi o ofiarność i wsparcie rozmaitych dzieł charytatywnych oraz tego co uważają za charytatywne... Owszem wielki kapitał i korporacje stanowią tu pewną zadrę. Ww przypadku wielu udziałowców traci się kontrolę nad moralną stroną inwestycji. 

Spółdzielczość taka jak w przywołanym Liskowie wydaje mi się jakimś kompromisem. Kapitalizm ludowy? Chłopi byli udziałowcami spółdzielni. mieli nie tylko tańsze towary, ale też i parę groszy co roku. wszystko działało na zasadzie połączenia trzech spółek akcyjnych - a ksiądz kontrolował by wydatki i inwestycje czyniono "po bożemu" - zgodnie z wartościami moralnymi i etycznymi. 

Lata temu gadałem z niejakim Ikonowiczem - uważał wtedy ze spółdzielczość jest cool pomysłem - ale jakoś go nie zrealizował. 


Podobnie p.Bratkowski (znany nam z wybiórczej...) napisał w latach 70-tych fajną książkę "nie tak stromo pod tę górę" - właśnie o spółdzielczości. O tym co da się zrobić by poprawić sobie byt warunkach państwa opresyjno-socjalistycznego (chyba pierwsze wydanie było w ogóle zrobione w II obiegu). czytałem. Jasny logiczny wywód - ale autor w żaden sposób nie pokusił się by te teorie sprawdzić w praktyce.

Badając to co nas mierzi...

jeśli coś mnie mierzi i wkurza - nie tracę czasu by to zrozumieć. Tak było z podatkiem vat. Przeczytałem trzy raz rozdział o podatku vat w ABC small biznesu. Ni kija złamanego nie zrozumiem - beeeełkot. Od tamtej pory wiem że jest to podatek szkodliwy dla gospodarki, niemoralny i generujący nadużycia - to mi wystarczy. 

w przypadku socjalizmu - generalnie szukałem informacji czym się różni od komunizmu. Przeczytałem głównego klasyka-teoretyka marksa, i dwu klasyków -teoretyków leninia i hitlera. tony bełkotu które nie zbliżyły mnie do odpowiedzi na moje pytania. 

dalej nie grzebałem. poprzestaję na powierzchownej ocenie skutków zjawisk. 
po prostu szkoda czasu. Co z tego że poznam tok myślenia lenina i temu podobnych bandziorów?

*

dla oceny wojny nie trzeba czytać Clausevitza - wystarczy poznać skutki wojny. 
dla oceny feminizmu nie trzeba czytać manifestów - wystarczy poznać skutki feminzmu.
dla oceny islamu nie trzeba czytać koranu i hadisów - wystarczy pojechać za Odrę i uruchomić zmysł obserwacji... 

*

jest jeszcze jeden problem. dehumanizacja i humanizacja wroga. 

dla bismaca i hitlera Polska była przeszkodą (dla tego pierwszego nawet nieistniejąca Polska była przeszkodą!). Nasz kraj zamykał im drogę ekspansji na wschód. Marrzyl o lepszym kraju lepszej przyszłości dla swoich bliskich i współplemieńców. Przyszli z głowami nabitymi tymi marzeniami a nasi dziadkowie wsadzili im kulkę w środek czoła i zakopali w lesie ;)

nie przejmowali się że niemcy chcieli dla siebie wygodnego życia w folwarkach na Ukrainie. Nie przejmowali się że niektórzy w ogóle chcieli tylko pić piwnko w Monachium i na wojnę poszli bo hitler kazał. Po prostu strzelali. Lektura czy to "Rozmów z katem" czy "w stronę ciemności" czy pierwszych rozdziałów "Mein kampf" ukazuje nam niemieckich zbrodniarzy jako ludzi. 

do czego zmierzam? Poznając marzenia i intencje wroga, poznając jego myśli, zbyt często przekonujemy się że jest w jakimś tam stopniu do nas podobny. to budzi w nas instynktowny humanizm. "podobny do nas ale trochę pobłądził - może da się to wyprostować". I zaczynamy rozmawiać zamiast kulę w środek czoła i do piachu, albo nahajką przez pysk i won za drzwi. 

za dużo rozmawiamy. zbyt często oddajemy w ten sposób pole, zamiast powiedzieć krótko "NIE". 

Gdyby wybuchła wojna będzie trzeba strzelać. Strzelać bezrefleksyjnie, celnie i tak żeby skutecznie zabić. Gdy zobaczymy we wrogu człowieka - będzie nam i trudniej i przykro...

O Smalandii

Istnieje legenda o powstaniu Tatr. Bóg tworzył ziemię. Starał się, żeby wszystko wyszło jak najlepiej. Ale jeden z Aniołów, widząc jak wspaniałe to zajęcie, poprosił o możliwość stworzenia choć kawałka naszej planety. Bóg zgodził się. Anioł chytrula stwierdził, że bliżej słońca wszystko będzie rosło lepiej, zwalił więc na jedno miejsce ogromny stos głazów i przyprószył trochę ziemią, tworząc piękną krainę, ciepłą i żyzną. Niestety, gdy szukał Boga, by się pochwalić spadł deszcz, który wypłukał glebę, zostawiając skalisty ugór… Bóg, widząc co się stało, nie poprawiał pracy Anioła, ale stworzył górala – człowieka zdrowego, krzepkiego i twardego, zdolnego tak niegościnne miejsce ujarzmić i zagospodarować.

Niemal identyczną legendę zapisała Selma Lagerlöf. Tyle że jest to legenda o powstaniu… Smalandii i Smalandczyków. 

/Raport z północy - fragment/

Straż Miejska - teoria.

Po co istnieje Straż Miejska? Powołano służbę która jest nieefektywna, upierdliwa, jej głównym przejawem aktywności jest nękanie obywateli. Poziom intelektualny i moralny funkcjonariuszy jest przedmiotem nieustannych kpin a niechęć do straży miejskiej jest powszechna.

Straż Miejska nie dba o honor munduru, wykonuje najbardziej haniebne polecenia – czego najjaskrawszym przykładem były akcje zbierania płonących zniczy na krakowskim przedmieściu, lepienie mandatów ludziom składających wiązanki przy jednoczesnej pełnej tolerancji dla żulii*.

Straż Miejska ostentacyjnie gardzi ludźmi wykoującymi prace społecznie użyteczne - czego dowód miałem choćby dziś rano przed blokiem. Byłem bowiem świadkiem jak dwu ćwoków w mundurach czepiało się dostawcy wyładowującego towar dla sklepu. (przeciagał palety przez kawałek chodnika oflandrowany w oczekiwaniu na jakieś prace). By go opieprzć sami stanęli sobie radiowozem ...blokując wjazd na miejsce zarezerwowane dla inwalidów. W scysję włączyły się dwie przechodzące starsze kobiety. Był wyraźnie oburzone działaniami strażników.     

Istnienie tej formacji jest jednak dla władzy baaaardzo przydatne. Dlaczego? Straż Miejska kanalizuje 90% ludzkiej nienawiści, niechęci i frustracji wobec służb mundurowych, co paradoksalnie na zasadzie jaskrawego kontrastu zwiększa zaufanie ludzi do policji.

 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

*Tu trzeba jednak oddać sprawiedliwość nielicznym jednostkom zdolnym do refleksji - po haniebnych wypadkach z kwietnia i maja 2010r. z warszawskiej straży miejskiej odeszło ok 40 funkcjanruszy w tym wicekomendant miasta. 

raz jeszcze o szacunku

Szacunek - to stan gdy uznajemy że ktoś jest lepszy i w związku z tym sami ustawiamy się na pozycji podległej. Szanujemy profesora - bo jest mądrzejszy. Szanujemy rodziców - bo mamy wobec nich długi wdzięczności a z racji tego ze dłużej żyją i mają większe doświadczenie życiowe funkcjonują na zasadzie "mądrego warto posłuchać". Szanujemy ludzi którzy coś osiągnęli. Szanujemy Małysza - bo trenował ciężko i nadupcył koncertowo innym skoczkom, przez co i my poczuliśmy przez chwilę jakbyśmy obcym nadupcyli ;)

Reszcie okazujemy poszanowanie. niby podobne słowo ale oznacza coś innego. Spotykamy człowieka innej religii lub o innych poglądach. Natykamy się na obiekt obcego kultu, stykamy z obcymi tradycjami, zwyczajami, ubiorem. Przyjmujemy zasadę: może to i ciekawe ale  zasadniczo g... warte. Ale dla tamtych ludzi to ważne, oni to szanują, więc nie niszczymy, nie zaczepiamy, nie wyśmiewamy. (ew. pośmiejemy się z ćwoków jak wrócimy do domu).

Nie da się szanować cudzych poglądów. Jak ktoś ma lepsze to po co nam nasze - gorsze!?

Nie da się szanować cudzej religii - jeśli jego jest lepsza to po co nam nasza?

Ewentualnie da się szanować osiągnięcia jakiejś społeczności/zbiorowości - bo to często nie do przeskoczenia. Szanujemy Japończyków że tyle fajnych elektronicznych cacek wymyślili. Ale możemy co najwyżej zgrzytnąć zębami bo nie zostaniemy Japończykami, a budowa nad Wisłą drugiej Japonii jakoś nie wypaliła... Szanujemy Irlandczyków, Kurdów, Lapończyków - że trwają przy swojej tradycji i nie dali się zgnieść przez tyle pokoleń - tu możliwości są większe - możemy ich opór naśladować. Szanujemy społeczności które porwały się na projekty wielkie i szalone i zdołały je zrealizować.

Widzieliście ruiny redukcji paragwajskich? Poszli jezuici do dżungli i nawrócili 700 tyś indian, po czym zbudowali im miasta w których żyło 150 tyś ludzi...  (film "Misja" pokazuje to bardzo wycinkowo)

Media przekonują nas żebyśmy szanowali Żydów. Zasadniczo dla większości Polaków antysemityzm to kompletny obciach, ale do filosemityzmu jakoś się nie przekonaliśmy. Trochę za dużo nawywijali w Polsce przedwojenni fabrykanci, lichwiarze i powojenni ubecy. No i cieniem się kładzie działalność sorosa, michnika, urbana, holland, hartmana etc. etc.

Ale zasadniczo zabytkom żydowskiej kultury okazujemy poszanowanie, wycieczki z Izraela poruszają się po Polsce bezpiecznie. 

Zarazem twórczość ludzi takich ja Leśmian, Tuwim, czy Korczak to nadal istotny element naszej kultury i gdyby ktoś rzucił hasło "nie czytajmy tych żydów" to ludzie by go wyśmieli. 

o islamie

Okazujemy poszanowanie dla kobiet - bo jest to część naszej tradycji. Przepuszczamy kobiety w drzwiach. Ustępujemy im miejsca w komunikacji. Uznajemy też kobiety za słabsze fizycznie - więc to my faceci zabijamy dla nich pająki i wynosimy śmieci.  W Polsce od wieków budujemy cywilizację i kulturę bezpieczną i przyjazną dla kobiet oraz dziewcząt. Kobieta jako matka zyskuje w Polsce pozycję szczególną. Bezdzietna feministka może sobie o takiej pozycji pomarzyć.

Odczuwam szacunek do kobiet w ciąży - bo robią coś czego ja nie potrafię ;)

Muzułmanie tego nie mają więc swoje kobiety gonią do każdej roboty, zapładniają jak króliki, gwałcą i biją, oraz obżynają łechtaczki żeby wyeliminować im przyjemność z sexu... Przez to że muzułmanie nie mają poszanowania dla swoich kobiet, my nie mamy poszanowania dla nich, dla ich religii i kultury. Co więcej najczęściej to co wyprawiają budzi nasze zrozumiałe obrzydzenie. Klitoridektomia, pedofilia i niewolnictwo (sankcjonowane przez Koran), seks analny jako powszechna metoda antykoncepcji...

I jak słyszę od naszych "autorytetów" o konieczności szacunku wobec ich kultury to cisną mi się na usta wyrazy... Ech.

Nie chcę tych ludzi u nas nawet jako turystów.

*

Aha - uprzedzając atak - islam nie jest patriarchatem. Patriarchat wywodzi się od słowa pater - ojciec. Prawdziwy ojciec nie krzywdzi tych którzy podlegają jego władzy. Może skarcić, w uzasadnionych przypadkach może ukarać ale nie krzywdzi.

O społeczeństwie

W normalnym społeczeństwie mamy ok 10% elity, 80% klasy średniej i 10% marginesu. 

elita żyje oczywiście na innym poziomie - dzieciaki chodzą do dobrych szkół, mają znacznie lepsze przygotowanie do robienia dowolnej kariery. Jeśli poświęcają się nauce to nie muszą się martwić o zarobki - bo ile by nie zarobili na uniwersytecie tak partycypują w dochodach klanu. 

klasa średnia kształci się na poziomie niższym, do tego nie ma dojść w stylu "tata chodził z ministrem do jednej klasy w Eton" - ale ponieważ masą ośmiokrotnie góruje nad elitą generuje wystarczającą ilość wybitnych jednostek by bez trudu rozepchnąć się łokciami na salonach i na uczelniach zapewne stosunek eliciarzy do nuworyszy jest już rzędu 1:1 a byłbym zapomniał - istnieją systemy wychwytu zdolnych dzieciaków i stypendia dla nich. zdobycie posady na uczelni to przepustka do świata elity. Także jeśli chodzi o zarobki. Elita formatuje życie uczelniane narzucając mu rytm, tradycje, sposóob ubierania się, wszystko co tworzy swego rodzaju obrzędowość, do pewnego stopnia poglądy. (przynajmniej tak dawniej było). Czlowiek albo szybko załapał albo wypadał z gry. Problem zaczął się gdy rozpaskudzone dobrobytem inteligencjie synki zaczęły demolować uczelnie w imę przemalowania świata na czerwono...  

Klasa średnia w rozwiniętych krajach zachodu ma auta z salonu, mieszkania i domy, na wakacje lata przeważnie do tanich krajów w rodzaju Hiszpanii gdzie posiada letnie mieszkania w kompleksach. z każdej pensji coś zostaje co da się uciułać. 

w Polsce uczelnie płacą dziadowsko (jednocześnie forsę wywalają na głupoty garściami jak pijany marynarz...), sitwy cementują wszystko, stypendiów dla zdolnych dzieciaków - brak. Stypendia doktoranckie to często kompletna żenada (np 120 zł miesięcznie).

Nasze elity to flora jelitowa paroksyzmem historii wypchnięta na wierzch...

 i do rana by o tym... 

Widziałem zdolnych studentów którzy rzucali archeologię na 3-4 roku albo brali urlopy dziekańskie i już po nich nie wracali. Powód: brak kasy. Zakładam że rodziny by ich wsparły - gdyby miały... Na przełomie rzadów AWS i SLD mało kto miał... 

W Polsce do dziś aby się spokojnie kształcić trzeba mieć albo bogatych rodziców albo bogatego współmałżonka, albo duży spadek lub trafić w lotto. 

Pauperyzacja inteligencji jest w Polsce smutnym faktem. Bez stabilnej klasy średniej i zarobków na poziomie przynajmniej Grecji nie ruszymy z miejsca. Bez rozpierniczenia sitw uczelnianych - też nie.  

Fatalną sytuację może złagodzić odwołanie się do wartości konserwatywnych i rodzinnych. Klan rodzinny robiący zrzutkę ot choćby po stówaku od łba jest w stanie zapewnić środki na kształcenie najmłodszego pokolenia. Czyli wracamy do patriarchatu 

z kuźni

Kawalątek opowiadanka do planowanego na 2018r. 9 tomu przygód Jakuba Wędrowycza...

 

/.../ 

Co jakiś czas Śmierć wyciągała kościstą rękę i pociągała z kubka niewielki łyk grzańca z piszczelówki doprawionej arszenikiem. Ulubiony kruk ponuro krakał w kratce. Szczury piszczały pod podłogą. Błogi nastrój głębokiego relaksu przerwało nagłe pukanie do drzwi. Kubek wyśliznął się spomiędzy paliczków i roztrzaskał o kamienną posadzkę.

-Co jest to cholery!? – zdumiała się Śmierć.

Jak świat światem to ona przychodziła do ludzi, a jej nikt jakoś nigdy nie odwiedzał. Znów zapukano tym razem jakby mocniej.

-Eeee… Proszę wejść! – wykrztusiła.

Zamka nie było, bo i po co? Drzwi otworzyły się z upiornym skrzypnięciem. W progu stanęli dwaj malowniczo obdarci starcy. Niższy miał na sobie waciak i czapkę uszankę. Wyższy odział się nieprawdopodobnie zszargany mundur.

-Dzień dobry – burknął ten mniejszy roztaczając wokół intensywną woń nadtrawionego alkoholu i starych skarpetek. – Czekaliśmy i czekaliśmy, w końcu pomyśleliśmy że sami się pofatygujemy.

-Niech się pani nie przejmuje, każdemu może się  zdarzyć drobne przeoczenie, my w każdym razie nie powiemy nikomu – wyższy uśmiechnął się do Śmierci jakby konfidencjonalnie.

-Ale o co chodzi!? – Kostucha wytrzeszczyła puste oczodoły.

-O wypadek – wyjaśnił Wedrowycz.

-Jaki znów wypadek!?

-O nasz wypadek – uściślił Semen. – Samochodowy… to znaczy kombajnowy raczej. Spaliśmy zachlani na polu i kombajn nas skosił. /.../